sobota, 8 lipca 2017

Żołnierze wyklęci vs. danse macabre


Odrodzenie symbolu w sztuce polskiej na przykładzie malarstwa Ignacego Czwartosa.

Miniony tydzień nie pozostawił chyba nikogo obojętnym wobec spektakularnego zaostrzenia sytuacji politycznej w Europie. Dopiero co byliśmy świadkami elektryzującego wystąpienia prezydenta USA Donalda Trumpa na placu Krasińskich w Warszawie gdzie przyjęto go owacjami. Trump mówił o historii Polski, Europy i Powstaniu Warszawskim. Wspominał nieznane szerzej fakty dotyczące Armii Krajowej i jej walki z niemieckim najeźdźcą stawiając Polaków za wzór dla całej Europy. Dzień później ruszył w dalszą podróż do Niemiec na szczyt G20 - gdzie przywitały go huraganowe gwizdy, awantury, burdy na ulicach Hamburga. Jego żona Melania nie mogła wyjść z Hotelu w obawie przed agresją tłumu. Wszystko to pod wymownym hasłem organizatorów: „Witamy w piekle”. Czy ktoś podejrzewał taki rozwój wypadków? Dwie Europy, dwóch prędkości i jakby dwie kultury. Świat ruszył z kopyta.
Nagłe wydarzenia nie sprzyjają refleksji, ale warto odejść nieco na bok i z innej perspektywy spojrzeć na tę sytuację. Były przecież od dawna oznaki zmian, które najlepiej można dostrzec przez pryzmat dziedziny pozornie odległej od polityki, jaką jest sztuka. I właśnie kiedy jest ona zdystansowana i odległa, gwarantuje treściwy przekaz pozbawiony nachalnej propagandy. Tak jest w przypadku malarstwa krakowskiego artysty Ignacego Czwartosa, które można obejrzeć w ramach ciekawej wystawy zbiorowej pt. Historiofilia zorganizowanej przez Piotra Bernatowicza na warszawskiej Pradze.
Zgodnie z obowiązującą dziś powszechnie regułą, na wystawie dominują instalacje, ready made, oraz przekaz dokumentalny. Industrialny charakter ekspozycji sprzyja prezentacji tego typu przedstawień i nie odbiega od innych wystaw prezentowanych współcześnie w krajowych ośrodkach sztuki. Jednak o dziwo, nawet ta powszechnie „uświęcona” forma, nie zadowala specjalistów, prawdopodobnie z uwagi na wydźwięk ideologiczny. Niepoprawna politycznie lub jak kto woli prawicowa „sztuka krytyczna”, drażni lewicowych estetów. Są oni wbrew pozorom bardzo wrażliwi na formę, szczególnie tą zbanalizowaną lub zdekonstruowaną. Nic jednak nie jest ważniejsze od przekazu, a niewłaściwa treść z miejsca dyskwalifikuje rzecz jako nieartystyczną lub niewspółczesną, bez względu na formę. Na przekór tym tendencjom i wbrew oczekiwaniom demiurgów krajowego artyzmu występuje ze swym klasycznym malarstwem od lat Ignacy Czwartos. W tym wypadku nie mamy wątpliwości, że forma jest niezwykle istotną wartością tej sztuki, i służy do wyrażania zjawisk niebanalnych. Zjawiska te przebywają na co dzień w trudno dostępnej świadomości na pograniczu świata żywych i umarłych, stanowiąc być może pomost między nimi, pewną nić porozumienia. Porozumieniu temu służy nie tylko wykształcona przez pokolenia, dosadna i subtelna zarazem forma (stonowany kolor, spokojna kompozycja, wyciszony ślad narzędzia). Niezwykle ważne miejsce zajmuje w tej sztuce symbol-środek artystyczny, dziś prawie wyrugowany z malarstwa. Czwartos śmiało sięga do tej krainy inspiracji równie potężnej co zapomnianej. Postacie na jego obrazach mają konkretne gesty, stroje, atrybuty przynależne indywidualnie do nich, jak i obecne w historii dawnych pokoleń od wieków. W świecie tym jest miejsce na indywidualność oraz uniwersalia. Obowiązuje tu narosły od pokoleń, często zapomniany, ale jak się okazuje bardzo aktualny kod, DNA człowieczeństwa, do którego fragmentów nie łatwo jest dotrzeć. Mimo to podświadomie czytelne są proste przekazy zawarte w nim, tak jak miało to miejsce w antyku czy średniowieczu, kiedy to niezwykle rozbudowana symbolika, docierała z najbardziej nawet abstrakcyjnym przekazem do ludzi prostych, niewykształconych. Czwartos stara się używać tego języka dziś, dla opowiedzenia współczesności. I robi to moim zdaniem z sukcesem. Na przykład w obrazie „Niemiecka jakość” z pewnym pietyzmem przedstawia pewien rys zdegenerowanej kultury przejawiający się w niezwykłej dbałości o szczegół, dokładność. Ta chorobliwa finezja widoczna jest zarówno w niemieckich fabrykach śmierci z II wojny światowej, jak i w bestialskich kompozycjach figuratywnych tworzonych dziś przez pewnego holenderskiego celebrytę z ciał chińskich więźniów. Świat germańskich obozów koncentracyjnych po latach przybiera kolejne formy, mutacje. Czwartos ukazuje to za pomocą prostych środków malarskich, zaczerpniętych ze średniowiecza, demaskując współczesny danse macabre. 


Dwa kolejne obrazy poświęcone są pamięci żołnierzy wyklętych, ludziom właściwie współczesnym, którym władza państwowa jeszcze niedawno zabraniała należytego pochówku i którzy masowo ginęli z rąk komunistycznych oprawców. To takim właśnie zakazanym dotychczas bohaterom Czwartos poświęcił cykl obrazów, nawiązujących formalnie do kultury sarmackiej, a konkretnie polskiego portretu trumiennego. W tamtych czasach ludzie poważnie podchodzili do swoich życiowych powołań czy ról poprzez m.in. odpowiednie zwyczaje, zachowania i strój. Czwartos przywraca ten ład, odtwarzając szczegółowo umundurowanie wojskowe, dystynkcje, ryngraf, a także archiwalne liternictwo użyte w nekrologach. Przynajmniej tyle Im się należy po śmierci, którą dane im było doświadczyć w więziennych łachach, katowanych i dobijanych strzałem w tył głowy.

Józefa Franczak Lalka, bohatera drugiego obrazu czekała jeszcze bardziej bestialska procedura awangardy XX w. NKWD-ziści po zmasakrowaniu ciała ucięli mu głowę. Fakt ten upamiętnił autor, malując żołnierza trzymającego głowę w rękach wzorem średniowiecznego wizerunku pierwszego biskupa Paryża Świętego Dionizego. Zgodnie z legendą biskup po ścięciu głowy, trzymał ją w rękach. Tak też jest przedstawiany na obrazach i w rzeźbie. Malując oprawców natomiast, nawiązał do ikonografii Andrzeja Wróblewskiego-autora tzw. rozstrzelań powstałych równolegle do opisywanych tu wydarzeń. Słynny malarz w swych dramatycznych portretach ofiar użył do namalowania ciał koloru niebieskiego. Kolor ten symbolizował przejście „na drugą stronę” do świata zmarłych. Czwartos użył tego samego symbolu, przenosząc go jednak z ofiar na oprawców. Twarze rosyjskich funkcjonariuszy mają trupio-siny kolor a ich oczodoły zioną pustką niczym dziury w głowach polskich oficerów. I to właśnie Ci ostatni dziś przemawiają najmocniej do naszej świadomości. To w tym tygodniu ich zwycięstwo ogłosił całemu swiatu prezydent Donald Trump, wróg publiczny nr.1 odchodzącego świata lewicowej alternatywy.

środa, 25 stycznia 2017

W drodze do Damaszku


Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana
i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł.
Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba.
A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?»
Powiedział: «Kto jesteś, Panie?». A On: «Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz.
Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić».
Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.
W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Pan przemówił do niego w widzeniu: «Ananiaszu!» A on odrzekł: «Jestem, Panie!» A Pan do niego: «Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli». (I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał). Odpowiedział Ananiasz: «Panie, słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie.
I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia».
Odpowiedział mu Pan: «Idź, bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela.
I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia».
Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: «Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym».
Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony.
A gdy go nakarmiono, odzyskał siły.
Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym.
Wszyscy, którzy go słyszeli, mówili zdumieni: «Czy to nie ten sam, który w Jerozolimie prześladował wyznawców tego imienia i po to tu przybył, aby ich uwięzić i zaprowadzić do arcykapłana?»
A Szaweł występował coraz odważniej, dowodząc, że Ten jest Mesjaszem, i szerzył zamieszanie wśród Żydów mieszkających w Damaszku.

Dzieje Apostolskie 9,1-22.

sobota, 24 grudnia 2016

Przytulisko św. Brata Alberta
























Sto lat temu w Dzień Bożego Narodzenia zmarł w Krakowie nasz brat, malarz Adam Chmielowski - znany szerzej jako Św. Brat Albert Chmielowski zakonnik franciszkański założyciel zgromadzenia albertynów i albertynek, powstaniec styczniowy, święty Kościoła katolickiego. Porzucił sztukę i poświęcił się całkowicie pracy dla biednych i bezdomnych. Jego dzieło trwa do dnia dzisiejszego.


    Jako chłopiec w czasach zaborów kształcił się w szkole kadetów w Petersburgu, następnie w gimnazjum w Warszawie. Studia podjął w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Wraz z młodzieżą tej szkoły wziął udział w Powstaniu Styczniowym, podczas którego został ciężko ranny w bitwie pod Mełchowem i dostał się do niewoli rosyjskiej. W prymitywnych warunkach polowych, bez środków znieczulających amputowano mu nogę, co zniósł niezwykle mężnie jak na 18-letniego chłopaka. Dzięki interwencji rodziny udało się go zwolnić i w obawie przed represjami wyjeżdża za granicę, do Belgii i Francji, Niemiec. Adam jeszcze w Polsce w okresie studiów w Puławach zaprzyjaźnił się ze znakomitym malarzem Maksymilianem Gierymskim i za jego namową zajął się malarstwem. Naukę artystyczną kontynuował w Paryżu i Monachium, gdzie ukończył Akademię Sztuk Pięknych. Tam zaprzyjaźnił się z wieloma sławnymi artystami, Stanisławem Witkiewiczem, Józefem Chełmońskim, Leonem Wyczółkowskim. Po ogłoszeniu amnestii w 1874 r. powrócił do kraju, gdzie zaczął poszukiwać nowego ideału życia, czego wyrazem stało się jego malarstwo. Oparte dotychczas na motywach świeckich, zaczęło teraz czerpać natchnienie z tematów religijnych. Szczególne znaczenie przypisuje się słynnemu obrazowi Jezusa W koronie cierniowej i purpurowym płaszczu Ecce Homo-Oto człowiek, tytułem i nawiązujący do słów Piłata wypowiedzianych na sądzie przed ukrzyżowaniem. Zmaltretowany Chrystus jest tu ukazany w postawie bezgranicznej miłości do człowieka jako upokorzony, wyszydzony, odrzucony i zlekceważony, na skraju życia i śmierci. Jako Król i Bóg. W tym obliczu Adam Chmielowski dostrzegł zapewne wizerunki wielu bezdomnych, którzy stali się dla niego wyzwaniem do końca życia. 

    Wraz z namalowaniem obrazu Ecce Homo we wnętrzu Adama Chmielowskiego nastąpił przełom.24 września 1880 roku wstąpił do Zakonu Ojców jezuitów w Starej Wsi. Po roku zrezygnował z powodu depresji i silnego załamania nerwowego i przebywał w Zakładzie Obłąkanych koło Lwowa. Spokój odnalazł dopiero w regule Zakonu św. Franciszka z Asyżu. W 1884 osiadł w Krakowie, przy ulicy Basztowej 4, gdzie dalej malował, ale zaangażował się coraz bardziej w opiekę nad nędzarzami i bezdomnymi. Pieniędzmi ze sprzedaży swoich obrazów wspomagał najbiedniejszych. Jego pracownia malarska stała się przytuliskiem. Po pewnym czasie porzucił całkowicie malarstwo, poświęcając się pomocy ubogim. Mieszkał w ogrzewalni miejskiej na Kazimierzu razem z bezdomnymi, alkoholikami i nędzarzami. Sprzeciwiał się jałmużnie, której nie uznawał za prawdziwą pomoc, ale nierozwiązującym problemu biedy doraźnym zabiegiem uspokajającym sumienie bogatszych. 25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Dokładnie rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego. Ten dzień jest jednocześnie początkiem działalności Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, zwanego popularnie „albertynami”, którego żeńską wersją stały się siostry „albertynki” posługujące ubogim kobietom, którymi kierowała siostra Bernardyna Jabłońska. Brat Albert wyróżniał się heroiczną miłością bliźniego, dzieląc swoje życie codzienne z najuboższymi i pragnął przywrócić im godność. Pomimo kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz tzw. kuchnie ludowe.Za jego życia powstało 21 takich domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr.

Jednym z takich miejsc było przytulisko dla bezdomnych na ulicy Krakowskiej 43 w Krakowie.To na podstawie archiwalnego zdjęcia z tego historycznego miejsca powstał ten obraz. Bracia Albertyni uzyskali ten  budynek od Gminy miasta Krakowa pod zarząd z możliwością kwestowania w godzinach popołudniowych i organizowania zbiórek odzieży i żywności. Dzisiaj w budynku tym mieści się klauzura klasztorna oraz kuria domu generalnego. W pomieszczeniach na parterze oprócz Gabinetu Lekarskiego mieści się galeria muzealna poświęcona sztuce Brata Alberta. Jest to też miejsce, gdzie 25 grudnia 1916 roku zmarł Św. Brat Albert. Pochowany został 28 grudnia w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim, a jego postać od dnia pogrzebu otoczono powszechnie czcią. Artystą, który porzucił sztukę dla służby Bogu, był zafascynowany młody Karol Wojtyła. Specjalnie na jego cześć napisał dramat „Brat naszego Boga”. On też już jako papież Jan Paweł II, w dniu 22 czerwca 1983 roku, podczas mszy św. na krakowskich Błoniach ogłosił Brata Alberta Chmielowskiego błogosławionym, a następnie 12 listopada 1989 roku, podczas kanonizacji w Rzymie – świętym. Święty Brat Albert jest patronem polskich artystów plastyków, a jego mistyczne obrazy przyniosły mu miano „polskiego Fra Angelico”. Swoim życiem Brat Albert uczył nas, że trzeba być „dobrym jak chleb” . Obraz ten jest darem dla Domu Chleba przy parafii oo. Barnabitów pw. św. Antoniego Marii Zaccarii w Warszawie.

Marcin Kędzierski  17.06. 2021 r. 

niedziela, 20 listopada 2016

Jezus Chrystus, Król Wszechświata

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

Księga Psalmów 122(121),1-2.4-5.

sobota, 5 listopada 2016

Biała koza

„Pejzaż jest tym przyjacielem którego trzeba wprowadzić
Dać mu świetlisty dzban zsiadłego mleka
Podłogę na której jeszcze się znaczą herby dębów”

(Stanisław Grochowiak, „Odwiedziny”, w: „Haiku – images”, s. 20)

sobota, 22 października 2016

Biała mewa

Kto z nas nie schodzi w kopalnie dzieciństwa?
Kto z nas nie błądzi światłem po tych ścianach
Gdzie w czarnych rzeźbach węgla kamiennego
Pełno odcisków
Paproci
I zwierząt

(Stanisław Grochowiak, fragment wiersza „Zejście”, w: „Kanon”, s. 16)


czwartek, 1 września 2016

Warum wollen Sie für ihn sterben?


- Was will dieses polnische Schwein?- "Co chce ta polska świnia?"
- Ich will sterben für ihn - wskazując stojącego obok Gajowniczka - "Ja chcę umrzeć za niego".
- Wer bist du? - "Kto ty jesteś?"
- Ich bin ein polnischer katolischer Priester - "Jestem polskim księdzem katolickim".
- Warum wollen Sie für ihn sterben? - "Dlaczego Pan chce umrzeć za niego?"
- Er hat eine Frau und Kinder - "On ma żonę i dzieci".

Na podstawie świadectwa Michała Micherdzińskiego.

Obraz Portret św. Maksymiliana Marii Kolbego z cyku „Bohaterowie zbiorowej wyobraźni współczesnej Polski w 100 lat po odzyskaniu niepodległości”, namalowany w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2019.

czwartek, 23 czerwca 2016

„Prace sezonowe” Krzysztofa Klimka w Otwartej Pracowni.

Życie kulturalne społeczeństwa każdej epoki, nawet jednego pokolenia lub chociażby małego środowiska, aspirującego do roli opiniotwórczej, podlega nieustannym zmianom i ma swój wpływ na bieg historii. Związek ten na co dzień być może niezauważalny a najczęściej lekceważony i bagatelizowany nie tylko przez polityków czy ekonomistów, ale również przedstawicieli samego świata kultury, jest niezwykle istotny i brzemienny w skutkach. Wbrew pozorom to nie jest obojętne czy obraz, który karmi naszą podświadomość z drugiego trzeciego planu naszej codzienności, ma sens, czy jest tylko wygłupem, dekoracją lub bluźnierstwem. Nie jestem teoretykiem psychologii obrazu, ale wydaje mi się, że każdy obiekt bez względu na to, czy jest czyjąś własną projekcją, czy jego obecność jest wynikiem innych, niezależnych od nas okoliczności podlega z naszej strony nieustannie analizie i zaprząta swą obecnością nasz umysł. Dlatego ważną rzeczą jest kultura patrzenia i świadome dobieranie, selekcja obrazów nam towarzyszących tak jak nie powinien być przypadkiem dobór lektur, które budują nasz świat intelektualny i duchowy. Mam na myśli również margines eksperymentu, biorąc pod uwagę pozycje, które przed analizą mogą wydawać się niewiadomą lub prowokacją. Przy mocnych podstawach kulturowych i intelektualnych zgłębianie nowych horyzontów powinno odbywać się z pożytkiem dla nas. Co, jednak jeżeli brak nam tej równowagi, bazy, która buduje naszą świadomość lub kiedy ta baza zostaje brutalnie złamana i zastąpiona dowolnym kalejdoskopem propozycji ze światowego rezerwuaru popkulturowego. Wtedy pozostaje błądzenie we mgle, z którego wydobyć nas może zimny prysznic codzienności daleki od elitarnych salonów lub dobrej jakości propozycja artystyczna, jaką przedstawił niedawno Krzysztof Klimek w Otwartej Pracowni.
Czy można namalować dziś chałupę? Przystoi artyście takie wyzwanie? Wschodnioeuropejskie wynalazki budowlane, zakomponowane bezmyślnie przez ludzi prostych w jakże przewidywalnym i nieegzotycznym krajobrazie. A może wstyd nawet się przyznać, że to nasza współczesna odpowiedź na holenderskie pudełeczka całkowicie zarządzane przez japońską elektronikę, z równym rytmem elektrycznych wiatraków na horyzoncie. Co jednak powiedziałby na to jakiś malarz, niekoniecznie krajowy, bo to wstyd, ale może zagraniczny. Tych, co prawda już niewielu a najlepsi wymarli, jeżeli jednak malarstwo to przereklamowany relikt a sztuka krajobrazu to przeżytek to czemuż nie możemy sobie podywagować. Otóż co zrobiłby Paul Cézanne, gdyby zobaczył taki krajobraz. Czyż nie jest to doskonały motyw dla tego mistrza kompozycji. Francuz szczególną wagę przykładał do budowy płaszczyzny obrazu. Kompozycję konstruował w matematyczny wręcz sposób z prostych o określonych kierunkach, zbiegających się w punktach kulminacji i tworzących najprostsze bryły, głównie trójkąty. Bryły i kierunki powodując wzajemne napięcia, rytmicznie prowokują nasz umysł do refleksji. Taka kompozycja oparta o strukturę trójkątów już sama w sobie jest ciekawa plastycznie, a wzbogacona o kolor staje się niewyczerpanym źródłem zderzeń, kontrastów, harmonii kolorystycznych. Taki kalejdoskop, dobrze zobrazowany przez artystę za pomocą czytelnych gestów jest dla osoby wrażliwej na sztukę wszystkich czasów nie tylko ucztą estetyczną, ale też kroniką wyszukanych i naturalnych barw, zapachów, faktur czy materiałów. Barwy ziemi, trawy, piasku czy betonu to pretekst do opisania miejsca kształtowanego codziennie ludzką ręką, ze wszystkimi mankamentami, pomimo przeciwności lub właśnie z wykorzystaniem walorów miejsca stworzonego przez Boga. To właśnie on daje o Sobie znać, chociażby za pomocą ciepłego światła wydobywającego z najlichszych nawet zarośli i rowów, ukazując kolejne niezdefiniowane dotąd przez naukowców wartości pantone xx-xxxx.­ Są tu też relikty ludzkiego umysłu w postaci nieporadnej architektury, posiłkowanej najprostszymi materiałami dostępnymi w okolicy, ale i one w swej strukturze wykazują cechy boskie, przemycając od czasu do czasu jakiś ludowy wynalazek, który lepiej się sprawdza od promowanych nowości.
Wszystkie te uroki dostrzec można na co dzień, choć nie jest to łatwe. Wymaga jasnego umysłu i kultury obserwacji. Dobry malarz pomaga zaobserwować i nazwać te wydarzenia w dostępną mu wrażliwością. Dzięki Bogu są jeszcze tacy, którzy widzą cokolwiek poza ekranem monitora. A ile jest jeszcze do zobaczenia On tylko raczy wiedzieć. Gdzie go szukać ? Wszędzie. Klimek go dostrzegł w zwykłym wiejskim krajobrazie.

Czy można namalować las? Temat arcypolski tak dobrze reprezentowany w naszej literaturze jakoś dziwnie jest nieobecny we współczesnej plastyce. Poza Leonem Tarasewiczem, który jak wiadomo, odwołuje się do białoruskiego pochodzenia, nasi rodzimi twórcy rzadko dostrzegają walor tego charakterystycznego skarbu ziem polskich. Dobrze fenomen tego wyjątkowego na skalę europejską bogactwa kulturowego opisuje w swym eseju p.t. „W sprawie grzybobrania” słusznie chwalona za swój błyskotliwy debiut Marta Kwaśnicka. Oto fragment tego tekstu:
„Krajobraz jest w tradycji każdego narodu rzeczą szczególną. Wydaje się, że ten fakt umyka polskim historykom. Książek próbujących odkrywać napięcie pomiędzy tożsamością Polaków i kształtem ich krajobrazu wciąż jest u nas niewiele. A taki związek istnieje - chociaż, prawdopodobnie, aby go sobie uświadomić, trzeba wyjechać z Polski na dłużej. Trzeba zatęsknić....wyobraźmy sobie młodego Polaka w Rzymie z czasów Michała Anioła, godnie przybranego w czapkę uczonego i jednocześnie noszącego długi płaszcz, szablę u pasa i wysokie buty opinające łydkę-co stało się ulubionym stylem polskiej szlachty. Taki strój miał głosić ich pochodzenie od antycznych wojowników z północno-wschodniej europy pokrytej lasami i poprzecinanej rzekami, identyfikowanych przez Tacyta z Sarmatami-opisuje z przejęciem Simon Schama w swojej znakomitej, błyskotliwej książce „Landscape and Memory”. Owym Polakiem, który tak godnie reprezentował w Wiecznym Mieście dumę sarmackiego pochodzenia, był Mikołaj Hussowski (Hussovianus), poeta opisujący po łacinie piękno puszczy rosnącej w Rzeczpospolitej i niezwykłą potęgę żubra. Skrawek wielkiego, staroeuropejskiego lasu, ocalały na naszych ziemiach, stał się - według Schamy- źródłem poczucia naszej narodowej odrębności. To z tej perspektywy obywatel rzeczpospolitej Obojga Narodów mógł z dumą spoglądać na głęboko ucywilizowane, południowe kraje, zupełnie pozbawione pierwotnej dzikości... Niezgłębione knieje są więc niejako źródłem poczucia polskiej wolności i niezależności. Widać to w leśnych, powstańczych mogiłach i tradycjach walki partyzanckiej; widać w najważniejszym dziele, jakie kiedykolwiek zostało napisane po polsku. Wystarczy przejrzeć Pana Tadeusza, żeby przekonać się, jak ważną rolę odgrywa w nim puszcza.”
Okazuje się, że zagubiliśmy po raz kolejny wiarę w siebie i dopiero przykład z zagranicy wydobywa nas z otchłani zakompleksienia oraz wyuczonego małpo naśladownictwa. To że Holendrzy nie malują puszczy to jest zrozumiałe, ale Polacy ? Na szczęście nie wszyscy i za to pochwała dla Krzysztofa Klimka, który śmiało wyrusza ze sztalugą w plener, nie bacząc na lekceważące pomrukiwania salonu.
Czy można namalować pejzaż za oknem ? Można, sam to robię od lat. Dla malarza to, co za oknem jest często pierwszą i najświeższą inspiracją. Nawet abstrakcjoniści przyznają się do tego. Temperatura dnia, światło kształtujące kolor i bryłę tej największej martwej natury jest i było bezpośrednią inspiracją twórców wrażliwych na formę, którym farby w pracy nie zawadzają. Jest jeszcze inny aspekt, równie inspirujący, który zahacza już o drugi obok formy wyróżnik sztuki-treść. Dostrzeże go bystry obserwator na każdym krakowskim czy innym osiedlu. Mam na myśli życie rozgrywające się w pejzażu rozpościerającym się za oknem. Jest to niezmiennie pasjonująca czynność, tak spoglądać na anonimowych nawet ludzi, którzy, jak w obrazach renesansowych Breughla czy bliższych nam czasowo i geograficznie płótnach Gierymskiego zapełniają swymi codziennymi czynnościami przestrzeń rozciągającą się między horyzontem a naszym parapetem. Przestrzeń ta niczym mapa ma swoją charakterystykę, kulminacyjne i strategiczne punkty jak np. szereg parkingów czy sklep Alkohole 24 h na dobę. Podobnie jak w obrazie z Gospodarstwem mamy tu do czynienia z mikrokosmosem bliskim nam czy dalekim, ale na pewno dobrze znanym, w którym nie ma miejsca na fałsz, przekaz jest dokumentalny. To jest najpewniejszy dziennik, rejestrator, któremu możemy zaufać bez pudła w przeciwieństwie do pudełek z monitorami masowo oglądanymi w dawnych czasach i dziś. Obserwując świat za oknem, możemy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy słowa znanej Pani „żeby było tak dobrze, ja było dotychczas” mają dla nas sens. I takie właśnie pytania stawia też Klimek obok wielu innych, zakodowanych w odwiecznym języku naszych dusz, którego znaczenie budowane przez wieki tradycji i doświadczeń wcale nie jest dane na zawsze. Możemy go utracić lub zastąpić dobrowolnie innym, wypracowanym na potrzeby propagandy, komercji itp. Jest tego sporo i zaśmiecają nasze umysły dzień w dzień. To tu rozgrywa się nasze życie, a nie w umysłach ideologów kontrkultury, którzy zdominowali dziś dyskusję w bezradnym w większości środowisku krytyki artystycznej, w którym tlą się jeszcze ogniska buntu. Bez malarstw i otwarcia okien wszelkie dysputy sczezną na niczym. Będzie tak jak jest-nuda. Czas zacząć prace sezonowe. Otwórzmy okna i wyjdźmy w plener, wiosna za pasem. Więcej powietrza !

Prace sezonowe” - wystawa Krzysztofa Klimka w Otwartej Pracowni (Maj, Czerwiec 2016)

Marcin Kędzierski

piątek, 15 kwietnia 2016

Spoczynek


 Młoda arabska kobieta, uczestniczka pielgrzymki do miejsca kultu, strudzona drogą udała się na spoczynek siadając pod mozaikowym murem szyickiego meczetu. Spoczywający na pieńku św. Jakub Apostoł przeżywa męczeńską śmierć z rąk katów. Ten fragment namalowałem wg obrazu Francisco de Zurbarana. W spoczynku jest obecne przebaczenie i miłosierdzie. Czy spoczynek jest drogą do nagrody za poniesione trudy?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Niedziela Miłosierdzia

Wieczorem, kiedy byłam w celi - pisze w Dzienniczku - ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (...)Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie(Dz.47). Chcę, aby ten obraz był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia (Dz.49).

Polecamy ...

Z głową w chmurach

Był ubrany w swe wojskowe angielskie ubranie, zapięte agrafką pod szyją, ułożony starannie, uczesany, nawet kanty spodni były wyrównane. ...