Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2025

Przesłanie z La Verny


Mija dziesiąta rocznica powstania Bractwa Świętego Franciszka-grupy artystycznej skupionej na odrodzeniu wartości w sztuce. Przy tej okazji chciałbym opisać ważną dla mnie konstatacje, którą zanotowałem właśnie teraz na przełomie grudnia i stycznia, okresie, w którym dziesięć lat temu zainaugurowałem współpracę z grupą twórców, między innymi z Krzysztofem Karoniem, inspiratorem odrodzenia sztuki na podstawie Wartości duchowych. Otóż w grudniu 2024 roku zostałem zaproszony do udziału w wystawie o Janie Pawle II w jednej z poznańskich galerii. Koncepcję wystawy pierwotnie zaplanowała Karolina Staszak, która miała pomysł, aby zapytać po latach twórców i ich stosunek do tej postaci w oparciu o list, jaki Jan Paweł II skierował do artystów na przełomie wieku. List do artystów Jana Pawła II został uroczyście ogłoszony i opublikowany jako list apostolski w Niedzielę Zmartwychwstania, 4 kwietnia 1999 r.

Koncepcja wystawy odwołującej się do mojego patrona z bierzmowania jak i pewna koincydencja czasowa publikacji listu do artystów z moim nawróceniem i ideą Bractwa Franciszka zwróciły moją uwagę właśnie teraz. Wcześniej jej nie dostrzegałem. I o tym chciałem krótko napisać. Poniżej publikuję okazjonalny tekst, który przygotowałem z tej okazji i który pojawił się na wystawie w Poznaniu. Ponieważ ma on charakter wspomnienia sięgającego jeszcze dzieciństwa, zawiera kilka wątków, myślę, jednak że warto się nad nimi pochylić, ponieważ w perspektywie czasu zdają się z sobą korespondować i wskazują, jak sądzę, na jedno źródło inspiracji. Duchowe.

16 października 1978, wtedy się to się zaczęło. Pierwszy dowiedział się ojciec, słuchając radia przy goleniu w łazience. Pobiegł obudzić mamę, która pierwszy raz nie była z tego powodu zła. Marcinku, słyszałeś … Polak jest papieżem ! 

Przebudzony uśmiechnąłem się podobno i przykryłem cały kołdrą, kontynuując drzemkę. Wojtyła ? Nikt nie znał tego nazwiska.

9 czerwca 1979 r. Pierwsza wizyta Papieża Polaka w kraju. Tłum na Placu Zwycięstwa wylewa się po horyzont. Prawdopodobnie byłem tam, ale gdzieś daleko z tyłu, pod drzewem w Parku Saskim. Jedno raczej pewne, niewiele zrozumiałem i nic nie zapamiętałem. Tylko ten tłum, wszędzie gdzie okiem sięgnąć tysiące odświętnie i jasno ubranych ludzi.

Początek lat 80 tych. Moje bierzmowanie, wybrałem sobie podwójne imię Jan Paweł. To z powodu „Czwórki z Liverpoolu” a właściwie dwójki liderów. Jan Paweł 2 miał być tu w razie czego kamuflażem „sprytnej intrygi”. Jakże byłem niedojrzały i naiwny. Kamuflaż owszem, ale to dla mnie. Potrzebowałem Takiego patrona, a nie miałem o tym pojęcia.


W roku 2015 już jako dorosły człowiek, tato Kazimierza, pojechałem na pielgrzymkę śladami Św. Franciszka z pielgrzymką szkoły podstawowej, do której uczęszczał mój syn. Jako zabiegany rodzic, dzielący czas pracy zawodowej, obowiązków rodzinnych i pasji artystycznych nie miałem pojęcia, że wiara to nie tylko wybór, ale może być to przepiękna droga życia, pełna tajemnic, które ma dla nas Bóg.

Dopiero Tam, wyrwany ze świata XXI wieku, zanurzony nagle w scenerii sanktuariów franciszkańskich La Verny, Greccio, Asyżu, oniemiałem widokiem średniowiecznych budowli wykutych w skale, gdzie oprócz fresków i drewnianych sprzętów nie było nic ze świata nam współczesnego. Freski protorenesansowych malarzy włoskich malowane na skale wśród bujnej roślinności niedostępnych rejonów górskich jasno wskazywały na moc płynącą bezpośrednio od samego Stwórcy, Boga. Był to czas mojego nawrócenia przez Oczy. Bóg trafił do mojego serca i umysłu z siłą w moim życiu jeszcze niespotykaną. Byłem oczarowany. Dlatego dziś, dziesięć lat po tym wydarzeniu, zainspirowany konceptem Karoliny Staszak, która zwróciła moją uwagę na intelektualne przesłanie Jana Pawła II, mojego Patrona, zupełnie nie dziwię się teraz, że już 25 lat temu to On właśnie, tak proroczo zapowiedział moje odrodzenie.

List do artystów Jana Pawła II został uroczyście ogłoszony jako list apostolski opublikowany w Niedzielę Zmartwychwstania, 4 kwietnia 1999 r. Jego przesłanie zapowiadało nadejście Wiosny Chrześcijaństwa, kiedyś w przyszłości. Dokładnie piętnaście lat i jeden dzień później, 5 kwietnia 2014 roku spod budynku szkoły im św. Franciszka w Warszawie na ulicy Borowieckiej wyruszał autokar szkolny na pielgrzymkę śladami świętego Franciszka, ze mną, nieświadomym co się za chwilę wydarzy tatą Kazika, przyszłym inicjatorem artystycznej agendy pod tytułem Bractwo Świętego Franciszka.

Inna jest natura poznania przez wiarę, gdyż wymaga ono osobistego spotkania z Bogiem w Jezusie Chrystusie. Także to poznanie jednak może się wzbogacić dzięki intuicji artystycznej. Wymownym przykładem kontemplacji estetycznej, która prowadzi na wyżyny wiary, są między innymi dzieła błogosławionego Fra Angelico. Nie mniej znamienna jest tu też pełna zachwytu lauda, którą święty Franciszek z Asyżu dwukrotnie powtarza w swojej chartula, napisanej po otrzymaniu stygmatów Chrystusa na górze *Alwerni: 

«Ty jesteś pięknem (...). Ty jesteś pięknem!».

Tak komentuje to święty Bonawentura: «W rzeczach pięknych kontemplował Najpiękniejszego, a idąc śladami, jakie pozostawił On w stworzeniach, tropił wszędzie Umiłowanego».

Fragment Listu Jana Pawła II do artystów. 

Marcin Kędzierski. 2024


* La Verna - czyli po łacinie Alvernia - góra nad rzeką Arno słynie z pustelni, w której św. Franciszka z Asyżu miał wizję, a także otrzymał łaskę stygmatów (1224 r.).

poniedziałek, 18 maja 2020

Na Gigancie


WINIEN/MA

Nie wiem czy jestem „z pokolenia JP II”. Nie wiem czy coś takiego w ogóle istnieje. Chyba był to tylko medialny humbug. Poza tym nie lubię „gromadnych” etykietek. Mogę mówić tylko za siebie.

Jan Paweł II wtargnął w moje życie. Zdemolował je.

Zanim powiem jak, o tym życiu muszę chwilkę.
Zostałem ochrzczony. I tyle. W domu nikt nie chodził do kościoła. Nawet „ze święconką”. Jedynie babcia słuchała w niedzielne poranki mszy przez radio. Nie chodziłem na religię. Nic. O dziwo, chyba nigdy nie uważałem się za ateistę. Ale z całą pewnością nie byłem „wierzącym”. To nie była letniość nawet. To było bycie kompletnie „obok”.

Koniec podstawówki, kolega w oazowym wzmożeniu (Michał, czytasz?) podarował mi Pismo Święte. Czytywałem sobie. Głównie Pieśń nad Pieśniami i Kazanie na Górze. To pierwsze, bo miłosne, że oj rany, a drugie – jakoś czułem, że to fundamenty, tak, to docierało do łba, te nakazy, że ważne, że szanuję. Nic więcej.

Kurtyna zapada. Na 21 lat.

Przychodzi przełom marca i kwietnia 2005 roku. Wszyscy pamiętamy, nie będę powtarzał. No dobra, trochę jednak muszę. Bo to był absolutnie kozacki numer. „Medialny papież” zrobił, szelma, zbożny show. Gdy tak umierał „nie na próbę”. Bezwstydnie, na oczach mediów. Zmusił galopujący głupi świat do wejrzenia w śmierć i otchłań. I – w to co poza nimi. I świat zatrzymał się. Ucichł. A papież, stopniując napięcie do finalnej perypetii, gasł.

Dziwne odczucie, wtedy, zaskoczenie, że tak się tym przejmuję. No by niby przecież ani ja „jego” byłem ani on „mój”. Ale swoją drogą, jak to, tak sobie teraz umrze? Jak to możliwe.  Przecież był, gdzieś tam, od zawsze i „na zawsze”. Co teraz? Co dalej?
Nagle okazało się, że nie zdając sobie z tego sprawy, cały czas staliśmy na ramionach giganta. Który teraz uchodził ze świata. Opoka wysuwała się spod nóg. A ja, ku swojemu zdziwieniu, zawisałem w pustce.

A potem ten wiatr (taa, jasne) który swawolił na kartkach leżącego na trumnie Ewangeliarza i kardynałom nakrycia głowy zwiewał. Znaki? Nevermind. Pochowali naszego papę.
Ale zacząłem mieć dziwne poczucie, że to nie on, a ja jestem w grobie. I że „coś trzeba zrobić”. Koniecznie. Ale co. Jak.
To były jakieś mentalne ruchy Browna, maligna, po omacku szukanie, rozpoznawanie przez zwierciadło nie dość że ciemne, to jeszcze na kawałki rozpadłe. Nie „z głowy” to było, nie „na skutek przemyśleń”. Z bebechów bardziej. Bez-wiednie. Ale Paraklet, choć wtedy oczywiście całkowicie nierozpoznany, już swoje robił. Na konkrecie.

„Może yy… powinniśmy ochrzcić dzieci?” – taka nagła nasza (?) konstatacja. Teściowa ma dojścia. Parafia (nie nasza) na Woli. Może po znajomości da się załatwić. Takie było nasze kombinowanie.

Mogliśmy trafić na księdza-olewusa. Albo służbistę.

Trafiliśmy na apostoła.

Potraktował nas słusznie, czyli z dystansem, na krawędzi obcesowości. „Ale po co Wam chrzest dzieci?” Dla papierka?” My, że ehm, no żeby dzieci, no ee, nie zostały yyy… potępione. Ksiądz Mirek wzruszył ramionami. Myślicie że, Pan Bóg nie poradzi sobie ze zbawieniem nieochrzczonych dzieci? Jakby co?

Czemu Wy tego chcecie?

Zmusił nas do tego by wyartykułować pragnienie. Wypowiedzieć, próbować, nieskładnie jak tylko się da, o co naprawdę chodzi.  Z czym przychodzimy. A prawda była taka, że byliśmy zagubionymi owcami, bez Pasterza. Tak w skrócie. No więc, co mamy zrobić?
Wpadnijcie za dwa dni, rzucił ksiądz Mirek.

I się zaczęło.
Lato – jesień: nauki.  Początek sierpnia 2005 – dzieci ochrzczone.
Październik. Wieczór. Pusty kościół św. Wawrzyńca (ten od Sowińskiego w okopach). Moja pierwsza w życiu spowiedź. Życia spowiedź.
Pierwsza Komunia, w wieku 36 lat. Podchodzę. Nie wiem czy się nie wygłupiam. Czy jestem godzien. I nagle. BIG BANG w głowie. W ciszy. Poczucie fizycznej (fizyczne poczucie?) Obecności. Bóg JEST w kościele. W tym konkretnym, tu, teraz.
Ach. Więc to tak.
Wszystko wskakuje na właściwe miejsce.  
Ślub, 15 października 2005.
Wciąż nie do końca rozumieliśmy, co się wokół nas dzieje. Ale – się działo.

Niemal cały „pakiet” sakramentów. Ledwie w pół roku.

Szybko poszło.

Ujmując sprawę w kategoriach praktycznych, czysto księgowych, „winien” i „ma”, jakby nie przymierzać, wychodzi tak:
Następca Świętego Piotra, Karol Wojtyła, Jan Paweł II, Vicarius Christi – musiał umrzeć .
Żebym się nawrócił.

„Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci”.

Amen, amen.

Tomasz Titkow

***



RABBUNI

A jednak muszę cofnąć się do Wielkiego Piątku.

10 kwietnia 2020. Cały dzień jest mi zimno. Liturgia Męki  Pańskiej odbywa się bez udziału wiernych. Włożyłam tę wyjątkową sukienkę.  Słuchawki przypięłam do komputera. Jestem gotowa. W ciszy zupełnej rozpoczyna się Liturgia. Wniesiono Króla Ukrzyżowanego.  Zsuwam się z krzesła na kolana a krótki kabel wymusza głębokie pochylenie. Jesteś!
Po Modlitwie Eucharystycznej Adoracja - „Creeping to the Cross” – pełznąc ku Krzyżowi. Nie ma mnie tam, w kościele, przy Jezusie, u Stóp. Nie mogę Go dotknąć.  O „drzewo przenajszlachetniejsze(...) jedno, na którym sam Bóg jest”. Księża koncelebrujący podchodzą procesyjnie do Chrystusa Wywyższonego na Krzyżu. Powoli zbliżają się i pochyleniem  oddają hołd. 

Nikt Go nie ucałował. Strach silniejszy od miłości.

I oto ostatni podszedł kapłan wsparty na kulach. Odłożył jedną z nich, potem drugą i opadł na Krzyż, przylgnął obejmując  ramionami  Jezusa. Przytulił się do Niego, a zarazem wziął Jego w objęcia.

Nagle przypomina mi się pewne zdjęcie.
25 marca 2005 – Wielki Piątek. Pierwszy raz od początku pontyfikatu Papież nie uczestniczy w Drodze Krzyżowej w Koloseum. Jest zbyt słaby. Prosi o przyniesienie mu Krucyfiksu i od razu przytula się do Niego.

O tym właśnie chciałam napisać.
Jan Paweł II pokazał mi jak się nie bać, jak wchodzić w cierpienie, smutek, rozpacz, brak nadziei.

Pomimo strachu.

Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość mi wszystko rozwiązała...

Joanna Jaczewska-Sharma

***


PATRON


16 października 1978, wtedy się to się zaczęło. Pierwszy dowiedział się ojciec, słuchając radia przy goleniu w łazience. Pobiegł obudzić mamę, która pierwszy raz nie była z tego powodu zła. Marcinku, słyszałeś … Polak jest papieżem ! Przebudzony uśmiechnąłem się podobno i przykryłem cały kołdrą, kontynuując drzemkę. Wojtyła ? Nikt nie znał tego nazwiska.
9 czerwca 1979 r. Pierwsza wizyta Papieża Polaka w kraju. Tłum na Placu Zwycięstwa wylewa się po horyzont. Prawdopodobnie byłem tam, ale gdzieś daleko z tyłu, pod drzewem w Parku Saskim. Jedno raczej pewne, niewiele zrozumiałem i nic nie zapamiętałem. Tylko ten tłum, wszędzie gdzie okiem sięgnąć tysiące odświętnie i jasno ubranych ludzi.
Początek lat 80 tych. Moje bierzmowanie, wybrałem sobie podwójne imię Jan Paweł. To z powodu „Czwórki z Liverpoolu” a właściwie dwójki liderów. Jan Paweł 2 miał być tu w razie czego kamuflażem „sprytnej intrygi”. Jakże byłem niedojrzały i naiwny. Kamuflaż owszem, ale to dla mnie. Potrzebowałem Takiego patrona, a nie miałem o tym pojęcia.
24 marca 2019. Poranek. Ledwie przebudzony w słonecznym blasku rozpoznaje na jasnej ścianie ciepłą rumianą twarz. To On, zjawił się nieoczekiwanie w tym świetlanym seansie.
Teraz już rozpoznaję, to okładka książki „Przekroczyć próg nadziei ”, którą wczoraj wieczorem miałem sobie poczytać przed snem, lecz nie zdążyłem nawet zajrzeć. Zwykle czytam świeckie pozycje, ale z uwagi na Ten dzień sięgnąłem po coś innego. Otwieram na chybił trafił…
Modlitwę zawsze zaczynamy z myślą, że to jest nasza inicjatywa. Tymczasem jest to zawsze Boża inicjatywa w nas. Dokładnie tak, jak pisze św. Paweł „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”  Rz (8,26).
Zamykam i już wiem wszystko. Mój Patron po raz pierwszy przemówił osobiście do mnie. Zrobił to w dniu mojego Zawierzenia Jezusowi przez Ręce Maryi. Potwierdzał, że moje modlitwy z ostatnich miesięcy były nie tylko wysłuchane, ale wręcz inicjowane z Góry. Tylko nie proście, nie powiem za nic w świecie, czego dotyczyły. Oko by wam zbielało, a ucho wywróciło się na druga stronę. No cud.
Marcin Kędzierski
***
Z okazji 100 rocznicy urodzin Jana Pawła II


Polecamy ...

Z głową w chmurach

Był ubrany w swe wojskowe angielskie ubranie, zapięte agrafką pod szyją, ułożony starannie, uczesany, nawet kanty spodni były wyrównane. ...