niedziela, 25 grudnia 2022

Szkicownik głubczycki Zdzisława Wiatra


Lubię rysunek, doby szkic jest skondensowanym dziennikiem. W dawnych, wspaniałych artystycznie czasach, taka notatka prostym narzędziem była wstępem do najtrudniejszego nawet obrazu, musiała zawierać to, co najistotniejsze, decydujące, zapowiadać główny przekaz całego dzieła. I tylko najwięksi mistrzowie potrafili doskonale to robić. Oglądanie obrazów Zdzisława Wiatra, czarno-białych rysunków Szkicownika głubczyckiego nieodparcie nasuwa mi skojarzenia z lekturą sklepów Cynamonowych Brunona Schulza. Prowincjonalny świat, niedostępny dla ludzi pozbawionych wyobraźni, pełen skojarzeń i faktów decydujących o jego unikalnym kolorycie, w którym realnie odnajdujemy organoleptyczne wręcz powidoki świata umarłego, w którym proste rzeczy w swoim oczywistym pięknie dotykają samego serca. Nie narzucający się, skromny świat, który maluje tuszem Zdzisław Wiatr, istnieje, pozostał już tylko w jego duszy, zapisany tam na podobieństwo sennych wspomnień, głosów i uśmiechów ludzi, którzy są realni, bardzo sugestywni, tacy jak dziadek Antonii. Ludzi, których nie ma wśród nas, ale którzy niewątpliwie są dziś w tym drugim, wyższym porządku życia.

Miałem cztery może pięć lat. Kiedy z dziadkiem Antonim siedzieliśmy w kuchni przy wielkim stole, nad którym wisiała żarówka oprawiona w biały blaszany talerz. Stół był miejscem, przy którym koncentrowało się życie naszej rodziny. Przy stole jedliśmy, przy nim też moi rodzice toczyli długie rozmowy nocą i nad ranem, kiedy dziadek wracał z nocnego stróżowania. Mieliśmy jeszcze pokój, ale zimą kuchnia była miejscem najcieplejszym. W tych okolicznościach i atmosferze kuchennego ciepła dziadek Antoni przedstawiał nam świat w postaci rysowanych obrazków. Rysował z cyrkową ekwilibrystyką. Swobodnie. Patrzyłem zafascynowany. Napoleon miał wspaniałą półokrągłą czapę, stał na nogach, ale nie miał narysowanych butów, a rękę trzymał pod połą płaszcza, jak to Napoleon. Żyd w futrzanej czapie wyglądał tak samo, jak na przedwojennych zdjęciach ze Lwowa czy Kamionki Strumiłłowej. Zafascynowany umiejętnościami rysunkowymi dziadka sam zacząłem rysować moje historyjki i portrety. Wszystkie gromadziłem w szufladzie mojej szafki, by co jakiś czas do nich wracać i aby dołączać do nich nowe rysunki.

Porównanie do drohobyckiego świadka apokalipsy nie jest przypadkowe. Obaj twórcy mają wspólne korzenie, urodzili się niedaleko Lwowa na terenach dzisiejszej Ukrainy.

Moi rodzice ze strony ojca byli repatriantami z Kamionki Strumiłłowej, a ze strony mamy - nowosądeckimi Lachami z Gródka nad Dunajcem. W latach sześćdziesiątych naszymi sąsiadami byli ludzie, którzy w wyniku II wojny światowej zmuszeni byli opuścić Wilno, Grodno czy Zbaraż.

Bruno Schulz był wspaniałym pisarzem obdarzonym niezwykłą wyobraźnią plastyczną. Notował powidoki dzieciństwa, ze świata który fascynuje do dziś swoim nasyceniem, ekspresją, prostota. Świata małomiasteczkowych, żydowskich i kresowych społeczności. Odrobinę tego kosmosu odnajdziemy jeszcze w perłach polskiej kinematografii, filmach Jerzego Hasa, który jest następnym twórcą, bliskim wrażliwości Wiatra. Jest i trzeci. W swoim rustykalnym, arkadyjskim świecie, podszytym mrokiem cmentarzy, jest Wiatr kontynuatorem wizji Józefa Czechowicza, niezapomnianego obserwatora lubelskich przedmieść, skromnego świata mistycznego dostępnego na wyciągnięcie ręki. Ci mistrzowie realizmu magicznego są moim zdaniem w prostej linii protoplastami dojrzałej, autobiograficznej twórczości rysownika ze Śląska.

Szkicownik głubczycki powstał w czasie szalejącej pandemii. A rysowanie stało się ucieczką od nigdy niezrealizowanych rysunków. W Szkicowniku odnoszę się do obrazów widzialnych i znanych mieszkańcom miasta i ziemi Głubczyckiej. Jednak proponuję, mój sposób opowiadania i tworzenia napięcia, który jest wytworem mojego zapatrzenia się w niewidzialną energię miejsc.

Weźmy na ten przykład jeden z obrazów, statyczny i skromny pejzaż: Zimę w Głubczycach z 2022 r. Pozornie monochromatyczny z białą połacią śniegu na pierwszym planie, poprzedzającą grupę zabudowań o zdecydowanie ciemnej, lecz nie jednolitej bryle i fakturze. Tu najlepiej możemy dostrzec kunszt rysunkowy autora, który z ogromną swobodą różnicuje w ramach tej grupy różnorodne materiały, faktury, wręcz namacalną materialność zwykłych prowincjonalnych zabudowań. W ramach zacienionej bryły Wiatr różnicuje niezwykle malarskimi plamami wypukłość niewielkiej kamiennej rotundy, mrok miękkiej drewnianej ściany, innej od sąsiedniej murowanej, jako całość swym kształtem zamykają kompozycję do lewej krawędzi, dominując swą masą w całym przedstawieniu. Nie przeszkadza to zaistnieć jeszcze na trzecim planie pięknie oświetlonej bryle katedry głubczyckiej, wieżą kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Sztuka to kultura patrzenia, ile trzeba mieć w sobie spokoju i bystrości, żeby zawrzeć w tak lapidarnym obrazie tyle wrażeń, przekazów, treści. XII wieczna katedra gotycka jest tu niczym źródło artystycznego natchnienia, to w tej epoce Bóg wskazał ludziom jak wykorzystać Blask światła do ukazania piękna zawartego w najciemniejszych zakamarkach.

Dzisiaj wyraźnie uświadamiam sobie, że tamten głubczycki cały mój świat, ludzie oraz ich historie rozpalały moją wyobraźnię, oraz zdecydowanie zdeterminowały moje późniejsze wybory tematów, języka wypowiedzi artystycznej, a także decyzji dotyczącej dalszego kształcenia się. Tamten, mój mały głubczycki świat, z lasami, polami, rzeczkami, górami w oddali, był i jest nadal dla mnie niezwykle fascynujący. Bogactwo pejzażu, materii pól, zapachów, zwierząt i roślin stanowiło temat moich rysunków, pasteli oraz pierwszych linorytów drukowanych na wyżymaczce Frania.

Niezwykła kultura emanuje z obrazów Zdzisława Wiatra, widoczna jest m.in. w lapidarnym i szalenie ekspresyjnym warsztacie skromnego artysty. Jego ręka, którą notuje na białej karcie ślad najdrobniejszych zauroczeń i myśli, jest dziełem bez wątpienia boskim. Jak na rysunkach Rembrandta, Kulisiewicza czy innych doskonałych rysowników, kreska jest „żywa”, jakby postawiona dopiero co, pachnie jeszcze mokrym tuszem, ma swój nieprzewidywalny dukt, naturalny kształt wynikający z gestu stymulowanego przez oko i mózg reagujące natychmiast. Niby czarno-białe, są te obrazy wypełnione subtelnymi szarościami, kolorami starych firanek w oknach czy zbutwiałego drewna, złocistych powidoków na elewacji starej kamienicy. Tu nie ma przepalonych fotograficznie miejsc. Wszystko ma swoją temperaturę, szorstką lub miękką fakturę. Aż dziw bierze, ile można osiągnąć walorów, faktur, miękkości z jednego arkusza bieli. W takich chwilach widzimy, że żaden grunt, płótno, deska, nie dościgną nigdy bezmiaru efektów dostępnych w świecie rysunku na papierze. Tu każde wzruszenie, błysk w oku w ciągu nanosekundy objawia się intensywnym śladem na lekko stawiającej opór dziewiczej, czystej bieli, cudownej łące pełnej światła. W takich warunkach nie ma miejsca na udawanie, sztafaż. W tej przestrzeni każda myśl albo dotyka rzeczywistości, albo wyje sztucznością, nieporadnością, fałszem. Każda plama jest na miejscu lub staje się brudnym kleksem. I jeszcze dostrzec w tym wszystkim rymy, do najdelikatniejszych zjawisk, jakich nie brakuje w architekturze i pejzażu Głubczyckich przestrzeni. Do tego potrzeba talentu i wrażliwości, powinowactwa sięgającego poprzednich pokoleń, które budowały i tworzyły ten niezwykły klimat, który do dziś zachwyca pomimo swego surowego, prostego ubóstwa bogactwem smaków, zapachów i wspomnień, Cynamonowych Sklepów naszej ginącej kultury. Przeminie z Wiatrem ?

Oby nie.

Myślę, że tajemnicą mistrzostwa obecnego w twórczości Zdzisława Wiatra jest wierność i pokora dawnym mistrzom. Mistrzom, z których największy towarzyszy mu do urodzenia. Obraz Jezusa tzw. Mandylion jest z nim od dzieciństwa, przyjechał po wojnie ze Lwowa do Głubczyc. Najbardziej tajemniczy wizerunek w dziejach ludzkości - twarz Chrystusa odbita na chuście jest symbolem bliskim wszystkim malarzom, rysownikom. Znakiem danym przez Boga prawdziwym artystom



tekst: Marcin Kędzierski 2022

sobota, 2 lipca 2022

Pierwszy transport. Wojciech Korkuć w CSW Zamek Ujazdowski.


Dnia 14 czerwca 1940 roku hitlerowcy deportowali z więzienia w Tarnowie do nowo utworzonego niemieckiego obozu Auschwitz grupę 728 Polaków, głównie młodych ludzi - harcerzy, studentów, członków organizacji podziemnych, żołnierzy kampanii wrześniowej, którzy próbowali przedrzeć się na Węgry, do powstającej tam Armii Polskiej. Takich transportów było potem tysiące, ale właśnie ten jest tematem wystawy Wojciecha Korkucia, który niezmiennie jako jeden z nielicznych twórców i osób publicznych upomina się o prawdę historyczną. Robi to w trudnym czasie, bowiem choć Polska jako pierwsza postawiła tamę niemieckiej inwazji hitlerowskiej w połowie XX w., to dziś, po siedemdziesięciu przeszło latach staje się synonimem rozlanego przez Niemców zła, tych Niemców, którzy z zachodnimi elitami finansowymi przymierzają się do nowych przetasowań społecznych, do nowej rewolucji. To, że istnieją środowiska na świecie, którym zależy na dekonstrukcji Polski i innych niewygodnych państw narodowych jest  oczywiste i poniekąd wpisane w naszą historię, zasmuca natomiast fakt, że polskie elity “chowają głowy w piasek” i milczą, potwierdzając niejako kłamliwe często narracje, przejmując, jak się zdaje, fałszywą propagandę o rzekomych polskich obozach koncentracyjnych. Dziś Polak stał się sprawcą mordów drugiej wojny światowej, już nie Niemcy, nie Holendrzy (ci przecież tylko grali w orkiestrach wojskowych), nie Francuzi denuncjujący Żydów niemieckim okupantom ale my, jedyny w Europie kraj, który postawił się hitlerowskiej nawale i walczył do końca. Ta propaganda na ogromną skalę jest zaskakująco mocno finansowana, lansowanie tego typu kłamstw dobrze widziane, należycie honorowane w najważniejszych krajach, w najbardziej renomowanych instytucjach kultury, w publicznych mediach całego świata. 


Wobec tego konglomeratu biznesowo-politycznego staje dziś  mikroskopijny duet - Wojciech Korkuć i Pani Barbara Wojnarowska-Gautier - żyjący świadek niemieckiej zbrodni  w Auschwitz. To Oni, w dokumentalnej prezentacji stworzonej  na podstawie archiwalnych zdjęć obozowych Polaków z pierwszego transportu do Auschwitz, mówią nie!  Wystawa w CSW mieści się w średniej wielkości pomieszczeniu, bez okien. Dwie długie ściany boczne pokrywa czarno-biała galeria twarzy więźniów z tegoż transportu, już w obozowych drelichach, w charakterystycznych pozach, ustawionych do zdjęcia z niemiecką precyzją profilach, pół profilach i en face. Kim byli Ci ludzie? Czytam pobieżnie: Mieczysław Ciepły, uczeń Liceum Budowlanego, harcerz, aresztowany w trakcie zajęć szkolnych. Zagoniony do ciężkich robót w nieludzkich warunkach zmarł na serce. Z wnikliwego przestudiowania niemieckiej dokumentacji wyłania się profil grup stanowiących obiekt niemieckiej agresji w Polsce, zaraz po zajęciu naszych ziem: inteligencja, duchowieństwo, młodzież stanowiąca narybek przyszłej konspiracji. Zadziwia zapobiegliwość oprawców, którzy widzieli zagrożenie nawet w nieletnich, dzieciach. Takich jak mała Basia Gautier.

“Dzieci masowo umierały w obozie z głodu i różnych chorób. Codziennie widziałam małe trupki leżące wśród umarłych przy blokach, a spod ich ciał  uciekały gromady zżerających je szczurów” ( ze “Wspomnień Oświęcimskich” Antoniny Piątkowskiej). Dobry duch wystawy Barbara Wojnarowska-Gautier, depozytariuszka testamentu bohaterów pierwszego transportu i wszystkich innych Polaków wymordowanych przez Niemców w Auschwitz, wspomina te trudne dni z bólem. Jako małe dziecko, oderwane od rodziców, którzy pomagali Żydom w warszawskim Getcie, została zamknięta w tym obozie i poddana wszystkim barbarzyństwom. Tak wspomina swoje spotkanie z niemieckim pionierem eutanazji i depopulacji , lekarzem medycyny dr. Mengele: “Pewnego dnia głód zajrzał małej Basi głęboko w oczy, a dr Mengele podał jej jabłko, ciekawym okiem obserwując dziecko "podludzi" - Untermenschen, które ma jednak blond włosy i niebieskie oczy... i co najciekawsze nie lęka się go. Mała Basia o numerze 83638 w rewanżu, zamiast zjeść z wdzięcznością, rzuca nim o łeb psychopaty, człowieka zachodu, który spodziewał się od niej Bóg wie co”.*

 Niemiecki doktor medycyny, pan życia i śmierci, który osobiście brał udział w selekcji wysyłając do eksperymentów i na rozstrzelanie kolejne transporty więźniów, w obozowym szpitalu mordował głównie dzieci, eksperymentował, poddawał je okrutnym badaniom bez znieczulenia. Wykonywał amputacje, punkcje lędźwiowe, wstrzykiwał bakterie powodujące tyfus, umyślne zakażenie ran i inne. Mengele wielokrotnie rozkazywał przeprowadzenie całkowitej wymiany krwi między parami bliźniąt. W obozie miał dwie pracownie eksperymentalne oraz salę do przeprowadzania sekcji zwłok, ulokowaną w jednym z krematoriów. Opiekuńczy Anioł małej Basi - Antonina Piątkowska wspomina “zbrodnię” jakiej dopuściła się w obozie. Jeden z SS-manów dowiedział się, że Polka dokarmia żydowskie dzieci w obozie i zażądał od niej, by nigdy już więcej tego nie czyniła. Piątkowska mężnie odmówiła, ponieważ jako katoliczka zawsze nakarmi głodnego, niezależnie od narodowości. Wobec bestialskich aktów katowania Polaków - kobiet i mężczyzn w obozie taka odpowiedź graniczyła z samobójstwem. 

Swoją drogą, czy postawa oprawców czegoś państwu nie przypomina? Ta buta, pewność bycia elitą, rasą panów, przekonanie, że można a nawet trzeba zarządzać i używać ludzi podległych do własnych celów, dla dobra “nauki, dla postępu, a wszystko to w imię przyszłości. Lekarze, którzy eksperymentują na zdrowiu ludzi wbrew ich woli, na masową skalę, terroryzują tłumy siłą, strachem, przymusowym zamknięciem, zabiegiem medycznym, w końcu eliminacją. 27 stycznia 2020 r. dwa miesiące przed ogłoszeniem pandemii Covid 19, Marian Turski, były więzień  Auschwitz, historyk, podczas uroczystości  75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau powiedział :


“ – Auschwitz nie spadło z nieba – To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć, to znaczy, że to się może wydarzyć wszędzie

– Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne –”


Turski swój apel skierował do córki, wnuczki, do młodego pokolenia. Zanim trafił do obozu nie wyobrażał sobie czym jest wojna. Kojarzył ją z dawnymi dziejami, Rewolucją Francuską, I Wojną Światową, której pożoga jego nie dosięgła. Dziś, choć czas pokoju jest jeszcze dłuższy, to ponad 70 lat bez wojny w Europie brzmi jak sygnał alarmowy. 


Także do nich - młodych apeluje Wojciech Korkuć. Prezentację uzupełnia kilka kolorowych fotografii współcześnie ubranych chłopaków, w barwnych t-shirtach, współczesnych nakryciach głowy, w popkulturowych kreacjach znanych z warszawskiej ulicy. Mieszanina beztroski, żartu, lekkiej i bezpiecznej pretensjonalności dostrzegalna w drukowanych na ubraniach postmodernistycznych przekazach jest obrazem znanym nam wszystkim. To twarze bohaterów zdjęć, zaczerpnięte z tej ciemnej, strasznej historii, ubrane przez artystę w dzisiejszą codzienność nie przestają smutno i dumnie krzyczeć. Milczą protestem ludzi zabitych realnie i dziś zabijanych powtórnie w publicznej przestrzeni pamięci. Czy to Oni czy raczej nasze dzieci, które dopada właśnie klątwa depopulistów Billa Gatesa, Clausa Schwaba i jego doradcy Yuval Noah Harrariego?

“Ludzie to zwierzęta, które można znakować. Istnieje cała idea, że ludzie mają duszę lub ducha, mają niby wolną wolę i nikt nie wie, co się we mnie dzieje, kogo wybiorę w wyborach, czy co kupię w supermarkecie. Koniec z tym. Wszyscy wciąż wierzymy w ten mit o wolnej woli, że wszystko, co wybieramy, opiera się na wolnej woli. Jest to mit, który służył nam całkiem nieźle przez kilka stuleci, ale teraz staje się niebezpieczny. Wcześniej inwigilacja była ponad skórą, poza ciałem, a teraz jest pod skórą, w ciele” – powiedział Yuval Noah Harari w jednym z wywiadów internetowych. I być może są to tylko majaki zdeprawowanego pseudofilozofa, ale dlaczego  tak bardzo sugestywne? Tyle tych podobieństw i tropów, coraz więcej pojawia się odwołań z przeszłości. Doskonale zaobserwował je Wojciech Korkuć, który nie wchodząc w politykę i modne treści filozoficzne wyraził wprost co myśli o tamtym i tym pokoleniu.


Artyści nie muszą mieć wiedzy, mają za to czasem doskonałą intuicję.


Pierwszy Transport. Wojciech Korkuć CSW Zamek Ujazdowski 2022

Kurator: Daniel Echaust

Kustosz honorowy:

Barbara Wojnarowska-Gautier



Marcin Kędzierski





czwartek, 14 kwietnia 2022

Śmierć Jezusa


Mój umierający, Ukrzyżowany Jezu. Jesteś bliski wydania ostatniego tchnienia w Swoim ziemskim życiu. Twoje Najświętsze Człowieczeństwo już zesztywniało. Wydaje się, że Twoje Serce przestało już bić. Wraz z Marią z Magdaleną przywieram do Twoich stóp i gdyby to było możliwym, chciałbym oddać swoje życie, żeby przywrócić Twoje. Tymczasem, widzę, O Jezu, że ponownie otwierasz Swoje umierające oczy, i spoglądasz wokół z Krzyża, jak gdybyś chciał powiedzieć każdemu Swoje ostatnie do widzenia. Patrzysz na Swoją umierającą Mamę, która się już ani nie porusza, ani nie odzywa, tak wielkie są Jej cierpienia, i mówisz: „Do widzenia Mamo. Ja odchodzę, ale Ty pozostaniesz w Moim Sercu. Sprawuj pieczę nad moimi i Twoimi dziećmi”. Spoglądasz na szlochającą Magdalenę, na wiernego Jana i Swoim spojrzeniem mówisz do nich: „Żegnajcie !” Z miłością spoglądasz na swoich wrogów i mówisz do nich spojrzeniem: „Przebaczam wam i daję wam pocałunek pokoju”... Nic nie umknie Twojemu spojrzeniu. Ze wszystkimi się żegnasz i wszystkim przebaczasz. Potem, zbierasz wszystkie Swoje siły oraz mocnym i donośnym głosem wołasz:

„Ojcze, w Twoje ręce oddaję Ducha Mego”.

† I skłoniwszy głowę, oddajesz ducha.

Najświętsze stopy Mojego Jezusa, nie zostawcie mnie nigdy samej, pozwólcie mi zawsze biec razem z wami i nawet na krok się nie oddalała od was. Jezu, przez moją miłością do Ciebie i zadośćuczynienie pragnę wynagrodzić Ci cierpienia zadane Twoim Najświętszym Stopom. O mój Jezu Ukrzyżowany, uwielbiam Twoją drogocenną Krew. Całuję po kolei każdą z Twoich Ran, chcę zanurzyć w nich całą moją miłość, najserdeczniejsze uwielbienia, akty zadośćuczynienia. Niech Twoja Krew będzie dla wszystkich dusz światłem w ciemności, pociechą w cierpieniu, siłą w słabości, przebaczeniem w grzechu, pomocą w pokusach, obroną w niebezpieczeństwie, podporą w chwili śmierci i skrzydłami, które zaniosą je z tego świata do Nieba.

***
Na podstawie
24 godzin Męki Naszego Pana Jezusa Chrystusa Luizy Piccarrety

Luiza Piccarreta – włoska tercjarka dominikańska, jedna z największych mistyczek XX wieku, Służebnica Boża Kościoła katolickiego. W wieku 12 lat zaczęła słyszeć głos Jezusa. Od tamtej chwili aż po dzień swej śmierci przeżywała w swej duszy i w ciele Mękę Chrystusa. W wieku 16 lat Luiza otrzymała w widzeniu od Jezusa cierpienia korony cierniowej i od tamtej pory do końca życia poza Eucharystią nie przyjmowała innych pokarmów. Zmarła w wieku 81 lat, jej proces beatyfikacyjny trwa.

sobota, 12 marca 2022

Moc Modlitwy



Chłopak zamyka w objęciach dziewczynę, splecione palce nie chcą się rozluźnić, ona zaciska powieki, jakby próbowała powstrzymać łzy. Twarz dotyka twarzy. Zapamiętać - zapach, miękkość jej policzków i szorstkość jego skóry, rytm oddechów. Zwykła, zdawałoby się, scena pożegnania, ale flaga na rękawie wojskowej kurtki przenosi nas w realny dramat tych dwojga, bezsilność, trwogę i niepewność… To nasz świat, to nasz strach, to zło, które dławi.

Boję się.

"Czujemy wasze modlitewne wsparcie. Czasami dzieje się coś naprawdę niezrozumiałego, tak jakby czyjaś niewidzialna ręka kierowała kulami i pociskami, które przelatują obok nas. Z bardzo trudnych sytuacji wychodzimy zwycięsko, jakby ktoś nam towarzyszył. Stajemy się niewidzialni dla wroga, widzimy nawet w ciemności, wiemy co i jak robić. To nas pobudza i dodaje sił.  Wierzymy, że sam Pan Jezus jest za Ukrainą. Prosimy, abyście nie przestawali, wspierali nas i nadal się modlili. Naprawdę was potrzebujemy!"

Ojciec Jakub Gonciarz zacytował powyższy fragment wpisu umieszczonego przez ukraińskiego żołnierza na czacie parafii Bożego Miłosierdzia w Kijowie 28 lutego *

Ta wojna, podobnie jak potencjalny konflikt w naszym kraju i wielu innych miejscach globu stawia małego, słabego przeciwnika wobec niewspółmiernych, przytłaczających sił agresora, jego okrucieństwa i przemocy.

Ksiądz Dominik Chmielewski zauważa, że Izraelici - naród wybrany, miał w swojej historii tylko jeden cel, wejść z kimś w sojusz geopolityczny, by przetrwać. A Bóg działał cuda, przekonywał, wołał do nich nieustannie przez swoich proroków: wejdźcie w przymierze ze mną, zaufajcie mi a ja was ocalę i umocnię.

I oto Izraelici - maleńkie państewko zostali powołani przez Boga do walki z Amalekitami - postrachem ówczesnego świata, potomkami olbrzymów, którzy zdemonizowali rasę ludzką przed potopem.

Dopóki ramiona Mojżesza wzniesione były w modlitwie, dopóty wróg ponosił klęskę. Walka i modlitwa trwały aż do zachodu słońca. Bóg doprowadził do porażki Amalekitów a zwycięstwa Izraelitów. Potem naród wybrany odwrócił się od Niego i na własną zgubę wybrał królowanie człowieka. 

To ten moment w historii świata, w historii Polski, że człowiek sam nie wystarczy. Potrzeba interwencji naszego Ojca.

Tylko Bóg, tylko modlitwa.




* za postem O. Krzysztofa Pałysa na fb

opracowanie:
Marcin Kędzierski
Joanna Jaczewska Sharma

sobota, 5 lutego 2022

Jarosław Marek Rymkiewicz 1935-2022

 

    Romantyzm polski wywodził się ze wsi. Wreszcie nie przypadkiem akcja największego dzieła tej epoki rozgrywa się we dworze, co był z drzewa, lecz podmurowany. Był to romantyzm wiejski. Wszyscy romantycy — myślę o Wielkich Duchach tej epoki- urodzili się lub wychowali na wsi albo we dworkach, co stały gdzieś przy bocznej ulicy małego miasteczka. Łby koni nad workami z owsem, żydowski rwetes na rynku, błoto. Jakież to swojskie. Gdzie nam tam do parowych machin, gazowych latarni. Krasiński. Tak on był człowiekiem miasta i dlatego wiedział, gdy inni jeszcze nie wiedzieli. Może jeszcze Mochnacki był człowiekiem miasta, był duchem urbalnym, ale przecież i on wychował się na wsi. Tęsknota za utraconą ojczyzną łączyła się więc -i musiała się łączyć- za utraconym dworem, lasem, skowronkiem. Była to tęsknota za tym, co łatwe do pojęcia, co się pojmuje podświadomie, wcale o tym nie myśląc. To w czym przyszło im żyć, gdy znaleźli się poza granicami Cesarstwa, wcale takie łatwe do pojęcia nie było. Szczególnie że było obce. Tęsknota była więc pierwszą i na pewno najważniejszą przyczyną, która spowodowała, że podziw dla machiny i wolności, dla tych wszystkich bogactw, w które obfitowała Europa, zaczął słabnąć. Wstali z kolan, kiedy tęsknota powiedziała im, że tylko tamto było ich, a to nie jest ich. Naprawdę wolni byli przecież tam, w tym, co pojmowali. Choć kraj nie był wolny, mieli, żyjąc w nim, władzę nad tym wszystkim, co było dane im od dzieciństwa, oczywiste, zrozumiałe: nad krajobrazami z dworem i skowronkiem. W tym sensie byli wolni, żyjący w zniewolonym kraju, a stali się niewolnikami, kiedy przyszło im żyć w wolnych krajach: bo co nie jest nasze, oswojone, to jest niepojęte, a niepojęte osacza nas i bierze we władanie. (...)

    Byli nędzarzami wśród bogaczy, wieśniakami wśród mieszczan, niewolnikami wśród wolnych. Byli, co więcej, żebrakami czekającymi na jałmużnę, której politycy europejscy nie zamierzali im ofiarować. Oczywiście dobrze sobie zdawali sprawę z tej sytuacji. (...) Kiedy minął zachwyt i spojrzeli trzeźwym okiem na to, co ich początkowo tak zachwyciło, dostrzegli po prostu to, czego uprzednio nie dostrzegali: nędzę, głód, wyzysk, upadek obyczajów, a więc wszystkie skutki Wielkiej Rewolucji Francuskiej. To po pierwsze. A po drugie, to duch romantyczny kazał im spojrzeć na cywilizację jako na dzieło wszechobecnego diabła. Nie tylko przecież polscy romantycy wybuchali gniewem, mówiąc o wielkich miastach Europy. To było dość powszechne. Nie będziemy jednak tych kwestii rozważać, bo myślę, że przyczyną pierwszą i najważniejszą była tu jednak sytuacja emigrantów. A poza tym trzeba jak najszybciej przedstawić tę wspaniałą wizję: cywilizacji europejskiej jako piekielnej czeluści...

Jarosław Marek Rymkiewicz , Juliusz Słowacki pyta o godzinę.

niedziela, 24 października 2021

Ziemia Maryi


Jak spędzić miło czas, aby nie tylko się dobrze bawić czy zrelaksować, ale doświadczyć „czegoś niezwykłego”. Przeżyć coś i zapamiętać na lata. Są tacy którzy preferują wydarzenia masowe, nawet w mniejszym gronie ale na dużą skalę. Letni wieczór w pubie na skraju osiedla, w doborowym towarzystwie przy piwie, mocniejszych trunkach też, jakiś ważny mecz ulubionej drużyny, reprezentacji. Albo koncert na wielkim stadionie gwiazdy światowego formatu po dramatycznym wyścigu za wejściówkami, niekoniecznie Health Pass. A może coś oryginalnego, spacer po nieznanych zaułkach wielkiego miasta, poprzez dachy, opuszczone klatki schodowe, malowniczą przystań, wrakowisko nad rzeką, lub kameralny wieczór w genialnie usytuowanej małej knajpce, kawiarni z widokiem na przestrzeń usypiającego o zachodzie miasta, koniecznie w  towarzystwie kogoś wyjątkowego . 

Ja tym razem zdecydowałem się na coś bardziej niecodziennego. Wybrałem się na pielgrzymkę autokarową 80 km za miasto, do odległej mazowieckiej wioski Nowa Osuchowa. Biały autokar,  jak setki innych podobnych, wypełniony grupą miłych, sympatycznych kobiet, adoratorek Maryi, oraz nas trzech, może czterech panów z kierowcą i niepodrabialnym księdzem Krzysztofem. Pani Zenia prowadząca ten święty wyjazd, z nieukrywana satysfakcją przedstawiła nam owego przesympatycznego kapłana, pełnego werwy, nawet może nieco zbyt energicznego, zadbanego, szczupłego mężczyznę w czarnym sweterku i czarnych rurkach. Już na wstępie powierzył nas on Opiece Bożej i przywołał wspomnienie ks. Popiełuszki - jego ukochanego patrona. Potem ze swadą zawodowego przewodnika dzielił czas na modlitwę Różańcową, przeplataną ekspresyjną konwersacją, inspirowaną własnymi obserwacjami. Wspomniał na przykład jak to ostatnio kolejny raz dał się namówić młodej parze na udzielenie sakramentu małżeństwa, na nowy, modny sposób.  Młodzież mnie lubi, często proszą, więc zgodziłem się. Oni teraz, proszę państwa urządzają przyjęcia w stylu amerykańskim, tatuś przyprowadza pannę młodą pod rękę. Pan młody i kapłan czekają już do uroczystego ślubowania ale to wszystko … bez Eucharystii! A goście uczestniczą w ceremonii siedząc przy zastawionych jadłem stołach, z kieliszkami w dłoniach! Gdzie tam jest Bóg, gdzie skupienie, gdzie powaga! Ostatni raz dałem się namówić na takie bezeceństwa! “ 

Po kilku godzinach dotarliśmy do Nowej Osuchowej, gdzie przywitał nas na podwórku swojego uroczego siedliska - pustelni ksiądz Michał Dłutowski. Pustelnik z wyboru, do którego docierają wciąż nowe pielgrzymki nie dając mu się oddać bez reszty modlitwie. Jak sam powiedział o sobie, zapytany w jakimś wywiadzie: „Jestem w tym miejscu, aby wypraszać przebłaganie za grzechy jakimi obrażany jest Bóg. Szczególnie modlę się za ojczyznę naszą, aby - jak przysięgał cały naród Polski - była rzeczywistym królestwem Jezusa Chrystusa i Maryi”. Czyżbym go znał z przeszłości, przemknęła ulotna myśl. Niewielki trawnik, skromna drewniana chałupka i piękny drewniany Krzyż z Panem Jezusem. A to wszystko w najbardziej dziewiczym, zielonym terenie jaki widziałem od lat. Niespotykane miejsce, otoczone puszczą i mokradłami ,dzikie, bezludne prawie. Pobliskie tereny są mało zaludnione z powodu słabej nie żyznej gleby, a nieliczne małe okoliczne wioski zamieszkują ludzie prości i ubodzy. 

Maryja mówi, że to miejsce sobie upodobała. Jest ono też piękne dzięki bujnej, nie dającej się całkowicie podporządkować człowiekowi przyrodzie. Ziemia i powietrze są czyste, nie zniszczone przez chemię. Można tu głęboko oddychać lekko wilgotnym powietrzem, bez smogu. To tu wśród stawów, na podmokłym terenie pełnym szuwarów i traw Matka Boża przyszła do dziewczynek po wodzie. Objawiła się podając swoje imię - Służebnica. 

Objawień było kilka, najbardziej znane miało miejsce 2 czerwca 1910 r. kiedy to Maryja ukazała się trzem dziewczynkom wracającym z lekcji religii. Odziana w białą suknię przepasana błękitną szarfą, nad głową miała 15 białych róż. Róża jest symbolem wdzięczności i wynagradzania Jezusowi za cierpienie. Liczba 15 wskazuje na ukryte rany, których doznał Jezus jeszcze przed Droga Krzyżową. Trzy dni później Matka Boża ukazała się po raz kolejny, tym razem Mariannie Andryszczyk i przekazała swoje orędzie. Wezwała do szczerego nawrócenia i modlitwy różańcowej. Ukazywała się jej również w roku 1914, tuż przed I Wojna Światową jako Matka Niepokalanie Poczęta wypowiadając słowa :

Zagniewany jest Mój Syn na cały świat, wymierzona już kara na ludzkość. Powiedz wszystkim to, co ci mówię. Ci wszyscy, co na to miejsce przyjdą i polecać się będę Mojej opiece- nie zginą (...) w tej wiosce nie spłonie ani jeden dom-nie będzie uszkodzony (...) a gdyby nawet kogo kula przeszyła, szkodzić mu nie będzie i nikt od wypadku nie zginie. Ja jestem z wami i po wszystkie wieki tu pozostanę. Matka Boża zachęcała też, by ludzie tu przybywający korzystali z wody, która wypływa ze strumienia oraz z płótna, które błogosławi. 

Czyńcie pokutę i nawróćcie się szczerze do Stwórcy i Pana, bo inaczej zginiecie. Przychodźcie tu licznie, a wielkich łask Bożych doświadczy każdy, ktokolwiek tu przybędzie z wiarą i miłością i pozdrowi mnie modlitwą różańcową. Miejsce to od wieków jest wybrane na chwałę moją i Syna mojego. Tu stanie nie tylko świątynia, tu będzie też stolica Króla Polski. Oczy całego Świata zwrócone będą na to miejsce, gdyż jak ogonek w jabłku pośrodku się znajduje, tak to miejsce na kuli ziemskiej. Tu będzie Sąd Boski - Dolina Jozafata.

Na miejscu objawień w Nowej Osuchowej przy krzyżu same powinny się zgiąć kolana, aby z wiarą, nadzieją i miłością prosić Maryję o szczególne łaski. To jest miejsce święte, które przed wiekami zostało przez Boga przeznaczone dla Niej. W kolędzie śpiewamy że bydlęta klękają przed Bogiem, który objawia się w Jezusie. Cóż dopiero my grzesznicy, pokornie żałujący za grzechy, powinniśmy uczynić, kiedy sam Bóg przychodzi do naszego ubogiego wnętrza duszy człowieka. 

Nowa Osuchowa to Ziemia Maryi. Pan Bóg wybrał to miejsce aby to Ona tu panowała. Chcę przez to przywrócić Polakom ich własność, którą utracili lub utracą przez grzech, jak Izraelici stracili ziemię obiecaną kiedy zaczęli czcić Baala. Maryja chce z tego miejsca przywracać utraconą godność i mienie Polaków, utraconą Polskę przywrócić do roli jaką przeznaczono jej do odegrania w dziejach zbawienia ludzkości. Ona pragnie na nowo przygarnąć te swoje dzieci, które chcą się Jej powierzyć. Chce je wyrwać ze szponów satanistycznej cywilizacji, która w imię demokracji posługuje się terrorem i wyrywa Boga z serc młodzieży przez współczesne fałszywe ideologie. Maryja przypomina, że przyczyną zagubienia ludzi jest pycha. To stawianie siebie ponad Bogiem co zawsze kończy się bezbożnością i pogaństwem, ostatecznie zaś rozpaczą i samotnością. Ludzka pycha doprowadziła też do zamętu nawet na szczytach Kościoła. Usiłuje się Maryję - matkę Żywego Słowa z niego usunąć, wyrwać z serc dzieci. O tym Maryja mówiła w licznych objawieniach,  choćby w Fatimie. To skarga bardzo aktualna, współcześnie wskazuje na bardzo popularne w kościele postawy modernistyczne, inspirowane często protestantyzmem lub ruchem pentakostalnym. W objawieniu z Akita Matka Boża przestrzega :

Działanie szatana przeniknie nawet do tego stopnia, że będzie można zobaczyć kardynałów sprzeniewierzających się innym kardynałom, i biskupów występujących przeciwko innym biskupom, kapłani którzy mnie czczą, będą wyszydzani, i prześladowani przez współbraci … świątynie i ołtarze będą plądrowane. Kościół będzie pełen tych, którzy pójdą na kompromis, a szatan będzie kusił wielu kapłanów i osoby konsekrowane, by opuściły służbę Panu. 

Pycha tak dalece zawładnęła ludzkością, że chwałę, jaka należy się Bogu, ludzie przywłaszczyli sobie. Podobnie jak wszelka umiejętność i wynalazki techniki, są uznawane za jedną zasługę i własność ludzi. A pozbawione bożej inspiracji, stają się szybko narzędziem egoistycznej dominacji i zniewolenia. 

Z drugiej strony, Pobożność jest rzadko spotykaną cnotą, a ci , którzy ją praktykują, są wyśmiewani i wyszydzani. Osoba pobożna jest posłuszna natchnieniom Ducha Świętego i z żarliwością chce oddawać cześć Bogu. Czyni to przez praktykowanie nabożeństw, które powstały z woli Bożej pod wpływem prywatnych objawień. Nabożeństwa łączą się też z kultem obrazów, co doprowadza niektórych do gorączki, ponieważ nie rozumieją oni, że obraz pomaga spotkać się z osobą, którą przedstawia. Człowiek jest osobą duchowo-materialną i potrzebuje takiego ułatwienia, inspiracji. Modlitwa przed obrazem nie jest bałwochwalczym kultem, lecz sposobem oddawania czci Bogu, jak On sam sobie tego życzy w licznych objawieniach. 

Dopiero na samym końcu pielgrzymki przyszło wspomnienie... Tak, to było w latach 90, na warszawskiej ASP. Z Krakowskiego Przedmieścia, z wydziału Malarstwa i Grafiki na Wybrzeże Kościuszkowskie, gdzie była Rzeźba był spory kawałek drogi, ale dla młodego Michała - uśmiechniętego studenta ASP to w sam raz na sympatyczny spacerek. No może nie bieszczadzki szlak, ale jak na miejskie warunki i tak dobra okazja do pełnej słońca i przestrzeni przechadzki przez najpiękniejszą dzielnicę Warszawy. Wąskimi uliczkami do zielonej skarpy wiślanej, skąd widać panoramę miasta łagodnie schodzącą do Wisły, do miejsca, w którym linia horyzontu zanika w błękicie nieba. „Tam, gdzie oczy poniosą” to tytuł jego książki, jednej z wielu, które traktują o podróżach, i szlaku do Boga. Teraz już lepiej pamiętam, na pewno go widywałem, pamiętam ten bystry, spokojny wzrok. Uśmiechnięty, cichy, pełen pokornej refleksji. Nie dane nam było wcześniej rozmawiać. Dopiero tu na Ziemi Maryi wymieniliśmy pierwsze zdania, pomimo wspólnej młodości na warszawskiej uczelni artystycznej. Nie zdążyłem nawet zobaczyć jego pracowni, zabrakło czasu, Ksiądz Krzysztof poganiał energicznie, może innym razem. Z księdza to takie Pendolino, żartował Michał. Tak, muszę zobaczyć miejsce, w którym powstały piękne wizerunki Jezusa, Maryi i świętych, zajrzeć znowu do drewnianej kapliczki - galerii - gdzie jak w kalejdoskopie  przenikają się niepoznane przestrzenie i Świętych Obcowanie. 

Plany Boga są nieodgadnione i rozpisane na lata, na całe nasze życie. Poprzez ludzi i wydarzenia Bóg przemawia do nas cały czas, prowadzi tam, gdzie pozwolimy się doprowadzić, aby zdobyć przeznaczony nam Szczyt.

Wieczorem, w drodze powrotnej do Warszawy, kiedy siedziałem w ciemnym autokarze poczułem lekkie mrowienie w prawej stopie i odruchowo schyliłem się, aby poprawić but i go nieco rozluźnić. Coś mnie nawet tknęło, ale postanowiłem poczekać do rana i zajrzeć do buta za dnia. Nie myliłem się, nieoczekiwanie zniknęła spora opuchlizna na grzbiecie prawej stopy. Dokuczała mi od kilku lat. Teraz zaś zniknęła. Podczas ostatniej kontroli, kilka miesięcy wcześniej, lekarz kardiolog w Aninie dokładnie mnie zbadał i stwierdził, że znaczny obrzęk jest efektem, pozostałością po operacji, którą miałem w dzieciństwie. Podłączona do żyły rurka, którą odżywiano mnie po operacji przez 2 tygodnie znajdowania się w śpiączce farmakologicznej powoduje po latach takie powikłania. 

Na Ziemi Maryi namówiony przez kogoś zanurzyłem tę stopę w cudownym źródełku Matki Bożej. Teraz moja stopa jest idealnie szczupła, nie ma śladu przykrej opuchlizny. Maryja dała mi znak, że to wszystko prawda … moja prawa stopa jest świadectwem cudu.

Tym chciałem się z Wami podzielić.


Marcin Kędzierski

Pisząc to wspomnienie korzystałem z książki ks. Michała Dłutowskiego pt.: „ Ziemia Maryi 

niedziela, 12 września 2021

Ostatni Książę Polskiego Kościoła

*

    Stefan Wyszyński przyszedł na świat 3 sierpnia 1901 roku w miejscowości Zuzela nad Bugiem na pograniczu Podlasia i Mazowsza, jako drugie dziecko w wielodzietnej rodzinie Stanisława i Julianny Wyszyńskich. Rodzina wywarła decydujący wpływ na osobowość przyszłego kapłana, wpoiła mu szacunek dla drugiego człowieka, jego pracy i chleba, owocu tej pracy. Urodzony pod zaborem rosyjskim, jeszcze w czasach nauki w gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie, obserwował postawy wolnościowe, antyrosyjskie wśród rówieśników, sam starał się opanowywać animozje powodowany względami religijnymi. Dalszą naukę kontynuował w zaborze niemieckim, w Łomży. Tam za działalność w skautingu został skazany przez władze niemieckie na karę chłosty, co bardzo mocno zapadło w jego pamięci. Dorastając w czasach niewoli, świadom napięć narodowych, za najważniejszy w swoim życiu uważał imperatyw duchowy- powołanie kapłańskie, które odczuwał od dziecięcych lat. I dlatego wsparty przez ojca, ( matkę utracił w wieku 9 lat, pozostała na zawsze niezatartym wspomnieniem), podjął ostatecznie naukę w Gimnazjum św. Piusa X we Włocławku, będącego niższym seminarium duchowym. Tam też po studiach w Wyższym Seminarium Duchownym w sierpniu 1924 r. przyjął święcenia kapłańskie. A po roku pracy został skierowany na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie w roku 1929 obronił pracę doktorską z prawa kanonicznego. Miłość matki utraconej w dzieciństwie przyszły prymas przeniósł na Matkę Bożą. Po święceniach kapłańskich swoja pierwszą Mszę Św. pojechał odprawić na Jasną Górę. Pozostała też w jego świadomości do końca jego zmarła mama. Jak sam wspominał: " Nie raz mi się wydaje, gdy stoję na ambonie, że za mną stoi moja przedwcześnie zmarła Matka. Gdy podejmuję i prowadzę jakieś wyjątkowo ciężkie prace, to mam wrażenie, że Ona mi doradza i podpowiada". Zastanawiająca jest zbieżność pod tym względem życiorysów obu naszych największych kapłanów XX wieku. Obaj doświadczyli bolesnej straty w wieku 9 lat. Karol Wojtyła, późniejszy papież, utratę Matki w dzieciństwie poświecił oddaniu Maryi, stając się tak jak prymas tysiąclecia jej niewolnikiem i najpokorniejszym synem. Obaj oddali jej swoje kapłaństwo i całe życie. Obaj też zawdzięczają Jej uzdrowienie w najdramatyczniejszych chwilach życia. Jan Paweł II cudem ocalony po zamachu na swoje życie 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie. Dzień 13 maja jako rocznica Pierwszego Objawienia Fatimskiego nie pozostawiał złudzeń komu zawdzięczał ocalenie. Młody Stefan Wyszyński był chorowitym człowiekiem już jako student, a silne objawy zapalenia płuc nasiliły się szczególnie w okresie przed święceniami. Trafił nawet na ten czas do szpitala i rekonwalescencję do Lichenia. W dniu święceń kapłańskich wyglądał tak słabo, że nierozważny zakrystianin skomentował: " Z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń ". Wyszyński natomiast, leżąc na posadzce kościoła, bez sił, w obawie, że nie stanie na nogach, niesiony modlitwą błagał Niepokalaną o chociaż jeden rok, możliwość odprawienia, chociaż kilku Mszy świętych. I nie zawiódł się. Maryja jak powiedział potem, stała " W każdej mojej Mszy Świętej, jak stała przy Chrystusie na Kalwarii. " Po uroczystości, wrócił do Lichenia, gdzie odbywał dalszą rehabilitację. I podczas tego pobytu objawy choroby ustąpiły. Wyszyński był przekonany, że to uzdrowienie zawdzięcza właśnie jej, że to Maryja go uzdrowiła.

    Bardzo ważnym etapem w życiu ks. Stefana Wyszyńskiego były studia i praca naukowa. Pomimo słabego zdrowia, zdążył zaskoczyć wszystkich swoją energią i intelektualnymi predyspozycjami. Zaraz po święceniach kapłańskich, swoją pracę wikarego we Włocławku dzielił z zaangażowaniem edukacyjnym w szkole przy fabryce celulozy, prowadząc kursy dla młodzieży pracującej i robotników. Problem pracy, stosunków społecznych, ekonomicznych uwarunkowań stał się już wtedy dla niego życiową pasją, wyzwaniem, drogą poznania trudnej rzeczywistości rodzących się właśnie totalitaryzmów, komunistycznego i faszystowskiego. Przyszły prymas swój sprzeciw wyrażał już wtedy, za pomocą emocjonalnej publicystyki pisząc i redagując w " Słowie Kujawskim" dział informacyjny oraz zaangażowane opracowania historyczne. Nie była więc zaskoczeniem, jego nominacja przez przełożonych do dalszych studiów na KUL.


    Wojna 1939 r. zastaje Wyszyńskiego we Włocławku, gdzie jeszcze w październiku z nominacji biskupiej pertraktuje z okupantem na temat seminarium duchownego. Zaraz po pierwszych aresztowaniach traci wszelkie złudzenia co do tych planów. Równocześnie musi się ukrywać, poszukiwany przez policję jako autor przedwojennych artykułów na temat totalitaryzmów. Schronienie odnajduje w Laskach pod Warszawą gdzie w latach 1942-44 był kapelanem w zakładzie dla niewidomych. Poznał tam i zachwycił się działalnością błogosławionej Róży Marii Czackiej – niewidomej zakonnicy, wspaniałej opiekunki niewidomych, założycielki Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi oraz Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. W dniach Powstania Warszawskiego, pod pseudonimem Radwan III , był kapelanem Armii Krajowej obwodu Żoliborz Kampinos. Nie ograniczał się do duszpasterstwa, organizował szpital, pielęgnował rannych, nosił ich ich na rękach, nierzadko przygotowywał na śmierć.


Po wojnie Wrócił do Włocławka, gdzie pełnił funkcję rektora seminarium duchownego, a w marcu 1946 roku został mianowany przez papieża Piusa XII biskupem lubelskim. Decyzję zakomunikował Stefanowi Wyszyńskiemu prymas Władysław Hlond, który musiał dodatkowo zmotywować nominata mocno zaangażowanemu w organizację włocławskiej uczelni upomnieniem, że Ojcu Świętemu się nie odmawia. W tych trudnych czasach biskupem zostaje mianowany energiczny młody kapłan, który jest nie tylko przygotowany duchowo, ale nauczyciel i praktyk, który ma najlepszą wiedzę socjologiczną, na temat współczesności, dysponujący dorobkiem naukowym zawartym w nauczaniu kościoła, wypracowanym przez twórców Katolickiej Nauki Społecznej, takich jak Wilhelm Emmanuel von Ketteler, wybitny kapłan i organizator życia ekonomicznego w Niemczech. Tu warto kilka słów skreślić o tym kapłanie tak bliskim wizerunkowo Wyszyńskiemu. To na podstawie jego dokonań intelektualnych popartych pracą społeczną, Papież Leon XIII napisał swoją encyklikę Rerum Novarum. Ten moguncki hierarcha jako pierwszy sformułował zasadę pomocniczości, nazywając ją subsydiarnym prawem. Do historii wszedł przede wszystkim jako biskup-społecznik występujący w obronie wyzyskiwanych robotników. W największym skrócie Kettler dowodził, że nie jest najważniejszym problem własności środków produkcji, ale podległość ich posiadaczy wobec Boga. Tylko On jest jedynym i wyłącznym właścicielem rzeczy materialnych, duchowych i tylko On gwarantuje ich pomnażanie, dostęp, powszechność. Przeciwnie, odłączenie od Boga sprowadza na ludzi pazerność, marnotrawstwo, wyzysk. Biskup Wyszyński dysponował już na początku swojej posługi wiedzą teoretyczną i praktyczną, mając od lat bezpośredni kontakt ze środowiskiem ludzi pracy, widział problemy żywymi, takimi, jakie są w skali mikro i makro. Duch Święty przygotował bastion obrony dla zniewolonego społeczeństwa, które dopiero wchodziło w bagno komunizmu, a które po latach, będzie potrzebowało jakiegokolwiek oparcia, wchodząc w alternatywne dla poprzedniego bagno liberalizmu. Dotyczyło to sfery nie tylko ekonomicznej, ale przede wszystkim duchowej, z której ta pierwsza wynika i której jest przyporządkowana. Biskup, potem Kardynał i prymas Stefan Wyszyński był tak jak Kościół ostatnią nadzieją, ostoją wszelkich wartości. Drogowskazem w czasach zamętu , rozprężenia i nieprawości. Był z namaszczenia Marki Bożej i nieodłącznego od Niej Ducha Świętego drogą ocalenia. W roku 1946 był dopiero na początku tej drogi, i dopiero musiał dopracować się programu, wymodlić go i usłyszeć, sam bowiem jako człowiek nie miał takich możliwości. Okazało się po latach, że nie ma przypadków i to, co przyszło było od dawna zapisane w Niebie, oczekiwało na odpowiedni czas, miejsce, na pokorną i ufną postawę kapłana i jego zagubionych często owieczek, Polaków.


    Wkrótce Stefan Wyszyński stał się jednym z najwybitniejszych duchownych w Polsce. Wielu widziało go następcą prymasa Hlonda, a on sam krótko przed śmiercią napisał list do papieża, prosząc o jego nominację. 12 listopada 1948 roku Ojciec Święty Pius XII mianował Wyszyńskiego Arcybiskupem Metropolitą Warszawskim i Gnieźnieńskim, Prymasem Polski. Nadchodził równocześnie bardzo trudny czas dla kościoła i Polski. Ten pierwszy okres jego rządów w kościele zbiegł się z Kongresem zjednoczeniowym PPR i PPS, na którym domagano się już oddzielenia kościoła od państwa, świeckiego nauczania oraz piętnowano reakcyjną postawę kleru. Była to zapowiedź najtrudniejszych lat, wielkiej rozprawy z kościołem. Od pierwszych chwil nowy prymas prowadził zabiegi dyplomatyczne w celu zachowania minimum niezależności, co było ewenementem na tle innych krajów komunistycznych. Rozprawa jednak dopiero się zaczynała, a jej apogeum dopiero było przed nami. Nasilały się ataki na prymasa, jedność kleru rozbijano promowaniem tzw. księży patriotów, których przedstawiano jako jedyną alternatywę dla reakcyjnej większości. Władze państwowe dążyły do rozłamu w kościele, pacyfikując wszelkie decyzje administracyjne prymasa Wyszyńskiego. W 1951 roku zamknięto niższe seminaria duchowne, nowicjaty zakonne i rozpoczęto likwidację prasy katolickiej. Blokowano budowę nowych świątyń, a w 55 r. nie zezwolono Wyszyńskiemu na wyjazd do Rzymu, gdzie miał odebrać godność Kardynała nadaną mu przez papieża. Proces biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka przed wojskowym sądem był zapowiedzią otwartej wojny z kościołem w Polsce. Wyroki skazujące dla biskupa i osób współoskarżonych były ultimatum dla prymasa. Kardynał Wyszyński nie uległ szantażowi. Wystosował ostry protest, a przebywający w Moskwie Bierut w uzgodnieniu z kierownictwem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego podjął decyzję o uwięzieniu prymasa. W nocy z 25 na 26 września 1952 roku Kardynał Stefan Wyszyński został aresztowany. Zamknięty w kolejnych miejscach odosobnienia, osamotniony bez wpływu na Episkopat i innych księży, prymas oddał się modlitwie i pracy intelektualnej. Zaczynał się bardzo ważny czas dla niego i dla Polski. W ciszy i zamknięciu, przy pełnej bezradności Wyszyński otwierał nowy rozdział, zwracając swe myśli i serce w stronę Tej, która jedyna pozostała mu wierna i gotowa do działań. 


    Ostatnim miejscem odosobnienie Prymasa był klasztor sióstr nazaretanek w Komańczy. To właśnie tu w maju 56 roku prymas napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu. Aby zrozumieć ich znaczenie dla Polski, należy wrócić do historii.


    Połowa XVII w. Sytuacja Rzeczpospolitej była tragiczna. Niemal cały kraj był zajęty przez Szwedów i Rosjan.1 kwietnia 1656 roku po uroczystej Mszy Świętej w archikatedrze lwowskiej, z udziałem nuncjusza apostolskiego, król Jan Kazimierz upadł na kolana i zawołał:

:

Do najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie za patronkę moją i za Królową państw moich obieram…wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania się w tym klęsk pełnym i opłakanym królestwa mojego stanie, przeciw nieprzyjaciołom rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam…


Autorem słów Ślubów lwowskich był Andrzej Bobola-przyszły męczennik, główny patron Polski.


    Zbliżała się rocznica trzechsetlecia cudownego ocalenia klasztoru jasnogórskiego, a także Ślubów Jana Kazimierza. Paulini zwrócili się do biskupa Michała Kleparza, potem zaś przeora, generała, kustosza zakonu z prośbą o napisanie odnowionych przyrzeczeń Króla. Powstałe teksty zdawały się banalne i mdłe. Ostatecznie Maria Okońska i Janina Michalska udały się do Komańczy, do kardynała Wyszyńskiego z misją nakłonienia go do opracowania nowych Ślubów. Mijały miesiące, Prymas zmagał się z niemocą przelania na papier słów, które pracowały w nim od czasu uwięzienia w Prudniku. Pewnego wieczoru Okońska skierowała do Wyszyńskiego słowa: „Ojcze, przecież św. Paweł pisał listy, z więzienia i kraty mu w tym nie przeszkadzały. On z więzienia prowadził wspólnoty chrześcijańskie, które wcześniej zakładał ”. Rankiem następnego dnia, w drodze do zakrystii, kardynał Wyszyński podszedł do modlących się w kaplicy kobiet i położył na klęczniku Okońskiej kilkustronicowy rękopis, bez skreśleń. Rozmodlona jeszcze, dostrzegła tytuł :


Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego.


Wyszyński powiedział jej „... tekst nosiłem w duszy, a napisałem dziś pomiędzy 5 a 7 rano”. Raz jeszcze wszystko postawił na Maryję. Był to 16 dzień maja-wspomnienie Świętego Andrzeja Boboli.



„... Królowo Polski! Odnawiamy dziś śluby Przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy. Zarówno siebie samych, jak i wszystkie ziemie polskie i wszystek lud polecamy Twojej szczególnej opiece i obronie. Wzywamy pokornie pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego Pasterzom, Ojczyźnie naszej świętej, chrześcijańskiej przedniej straży, poświęconej Twojemu Sercu Niepokalanemu i Sercu Syna Twego. Pomnij, Matko Dziewico, przed obliczem Boga, na oddany Tobie Naród, który pragnie nadal pozostać Królestwem Twoim, pod opieką najlepszego Ojca wszystkich narodów ziemi.

Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym…”


Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!


* Portret Prymasa Stefana Wyszyńskiego - obraz namalowany dla Kościoła pw. św. Józefa w Chorzowie, z inicjatywy proboszcza Ks. Antoniego Klemensa

piątek, 27 sierpnia 2021

Licheń - Noc walki o błogosławieństwo dla Polski


Bazylika Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej w Licheniu Starym była na początku sierpnia miejscem niezwykłej modlitwy, wydarzenia niespotykanego w dzisiejszych czasach zagubienia i izolacji  Kilkadziesiąt tysięcy osób zebrało się w jednej świątyni, aby Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny podczas „Nocy Walki o Błogosławieństwo dla Polski” zawierzyć siebie i Polskę. Kulminacyjnym momentem był nocna Eucharystia zakończona procesją z Najświętszym Sakramentem. Wydarzenie organizowane przez Wojowników Maryi i ks. Dominika Chmielewskiego SDB rozpoczął Apel Maryjny w piątek, 6 sierpnia o godzinie 21.00.

(...) Kochani 200 osób to sporo jak na czuwanie nocne, dodajmy kilka zer, ale to nie jest ważne. Jesteśmy tak pięknie zgromadzeni tutaj by walczyć o błogosławieństwo dla Polski, myślę, że wielu z was wie, w jakiej sytuacji znajdujemy się, o co toczy się walka. I dokładnie mamy świadomość tego, że każdy z nas nie jest tutaj przypadkowo. Każdy z nas w tak szczelnie wypełnionej świątyni w jednej z największych, jeśli nie największej, gdzie w sposób szczególny gromadzimy się również wokół świątyni. Tylu ludzi, którzy chcą modlić się za naszą Ojczyznę. Nikt z nas nie jest tu przypadkowo, każdy z nas został tu przyprowadzony przez Matkę Bożą. I na każdego z nas Ona bardzo liczy. 

Uklęknijmy pod Krzyżem naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przyprowadź w sercu swoich najbliższych, tych, o których walczysz, aby teraz ukryć ich w ranach Jezusa, Krew Jezusa czyni nas niewidzialnymi dla zła, daje nam bliskość Boga, którego nie musimy się bać. Krew Jezusa łamie moc każdego grzechu, każdego nałogu, każdego knowania Szatana przeciwko naszej rodzinie. Wołaj-Krew Jezusa na ciebie i twoją rodzinę, na twoje małżeństwo, na twoje dzieci, na twój dom. Na całą tę noc, Krwi Chrystusa zwyciężająca, złe duchy, Wybaw nas. 

Proszę Was, abyście teraz całym sercem przylgnęli do Maryi, wzięli Ją za rękę, żebyście patrzyli na Nią z największą miłością i powierzali Jej całą naszą Ojczyznę. Wasze rodziny, małżeństwa wasze domy. Z całkowitą pewnością i zaufaniem, że Ona teraz ogarnia wszystkich tych, których powierzam Swoim płaszczem, że Jej płaszcz otacza teraz całą Ojczyznę i czyni ją niewidzialną dla zła.

Niepokalana Dziewico Maryjo, przeczysta matko Pana naszego, Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Spójrz okiem Miłosierdzia Swojego na naród Polski. Który zwraca się do ciebie dziś ze wszystkich stron swojej ojczyzny i świata. Maryjo, oddajemy Ci tych wszystkich, którzy są z nami, we wszystkich częściach świata. Naliczyliśmy kilkadziesiąt państw, w których Polacy łączą się na nocnej modlitwie, organizują w swoich parafiach adoracje całonocne, na całym świecie łączą się z nami. Maryjo, oddajemy Ci ich domy, ich serca, wszystkie ich problemy, wszystkie cierpienia i bóle, przez które przechodzą. Maryjo, w szczególny sposób oddajemy ci Polaków za granicami naszego kraju. W dobie potężnych zagrożeń i niebezpieczeństw, duchowych i doczesnych, do twego Niepokalanego Serca uciekamy się i Tobie zawierzamy Pani i Królowo nasza, ożywieni wiarą i ufnością, albowiem nie słyszano, aby ktokolwiek kto się pod twoje wstawiennictwo ucieka, o Twoje wstawiennictwo błaga i pragnie wspomożenia Twego, miał być przez Ciebie opuszczony. Aby nasze zawierzenie było Tobie i Bogu miłe, obdarz nas Matko sercem czystym i szczerze skruszonym za grzechy nasze i narodu naszego. Wspomożenie wiernych użycz nam rady i siły, abyśmy wyprostowali ścieżki życia naszego, naszych rodzin i państwa, wierności Prawu Bożemu zawartemu w Dekalogu, w posłuszeństwie nauce Ewangelii oraz prawom Kościoła ustanowionym przez Twego Syna. Panno Można, obdarz nas duchem pokory, ofiarności i przezwyciężania siebie, potrzebnym do praktykowania pokuty, do której wezwał nas uroczyście Odkupiciel. A bez której zginiemy. Zwierciadło Sprawiedliwości, nie pozwól, abyśmy, zobojętnieli wobec grzechów, wołających o pomstę do nieba, popełnianych zwłaszcza wobec najbardziej bezbronnych, zabijanych nienarodzonych i krzywdzonych dzieci. Panno Niepokalana, uproś całemu naszemu społeczeństwu łaskę czystości obyczaju i wstrzemięźliwości tak, aby nasza ojczyzna była ci rzeczywiście poddana i miła. O Nasza Królowo, Matko dobrej rady obdarz nasze władze mądrością i roztropnością, mającą na względzie jedynie dobro wspólne i sprawiedliwość, rządziły Rzeczpospolitą w prawdzie i godziwości. Królowo, Apostołów obdarz nasze duchowieństwo gorliwością o chwałę bożą i wiarę prawą, a także żywą troską o zbawienie dusz. Królowo pokoju, udziel wszystkim narodom Pokoju Bożego, który zaprowadzić może tylko książę trwałego pokoju Chrystus Król. Uzdrowienie chorych i pocieszycielko strapionych, otocz swą matczyną i najlitościwszą opieką wszystkich cierpiących członków naszego narodu. Ucieczko, grzesznych, otwórz polskie serca, dotąd zamknięte na łaskę Twego Syna, i zaprowadź je do źródeł żywota wiecznego. Matko różańcowa, obiecałaś w Fatimie, że w obliczu współczesnych niebezpieczeństw Twoje Serce będzie dla nas schronieniem i pewną drogą do Boga. Dlatego ufamy, że twoje miłosierne spojrzenie, spocznie na naszych troskach, że obejmie nasze zmagania i nasze słabości pośród trudów i niebezpieczeństw. Dlatego dziś zawierzamy Twojemu Niepokalanemu Sercu siebie, nasze rodziny oraz całą Polskę.

Kochani chciałbym, abyśmy pomodlić się też szczególnie za pośrednictwem jednego jeszcze świętego. Chcę modlić się za pośrednictwem Świętego Andrzeja Boboli o łaskę jedności między Polakami, w tym tak trudnym okresie, który jak wierzę, zaczyna początek boleści. Takiego wylania miłości i jedności między nami, abyśmy mogli być świadectwem dla całego świata. Święty Andrzeju módl się za nami...

Chcemy Tobie Maryjo zawierzyć Polskę i nas samych, Twojemu Niepokalanemu Sercu.

Rozpoczęliśmy od naszych modlitw oddania się Matce Bożej, wszystkim aniołom i świętym przez wstawiennictwo szczególnie świętych patronów polskich, dusz czyśćcowych, dzieci nienarodzonych, i wszystkich tych, dla których los naszej Ojczyzny jest nader ważny. To wszystko zmierza ku temu, co teraz następuje, Jezus Chrystus będzie umierał za każdego z nas, poza czasem i poza przestrzenią. Wszyscy będziemy przeżywać Jego śmierć na Golgocie. Jego Mękę, ale też Jego Zmartwychwstanie i zesłanie Ducha Świętego.

Dzisiaj 90% katolików na świecie nie może spotkać się tak jak my, aby przyjmować Ciało i Krew Boga. Ponieważ mają zamknięte świątynie, ponieważ są odcięci od Pokarmu Zwycięzców. Św. Jan Paweł II w swojej encyklice o Eucharystii mówi, że kościół żyje dzięki Eucharystii. Jeśli 90% Chrześcijan jest odciętych od Eucharystii. Kościół umiera. Straszliwie umiera, umiera w swojej mocy, umiera w miłości. Bracia i siostry, mam kontakt z wieloma ludźmi, którzy są decyzyjni w tym kraju, trzykrotnie w przeciągu ostatnich dwóch lat, w ciągu tzw. pandemii wzrosła ilość pozwów rozwodowych. Małżeństwa nie wytrzymują albo ktoś się rozwodził, albo właśnie się rozwodzi, albo za chwilę będzie się rozwodził. Przemoc domowa, ilość interwencji policji jest nieprawdopodobna. Młodzi ludzie, którzy nie radzą sobie przykuci do internetu przez 8 godzin. Tak wielu ludzi nie radzi sobie z lękiem, panikom. Moi znajomi psychiatrzy, psychologowie, mówią, nie dajemy sobie rady z ilością telefonów. Ludzie są przerażeni. A to przecież początek boleści. Dobrze wiem, co mówię, i wy dobrze wiecie. I nie ma się co dziwić. Jeśli 90% katolików na całym Świecie zostało odciętych od Ciała i Krwi Boga, to skąd mają mieć siłę, żeby kochać ! Z jaką naiwnością słuchałem różnych autorytetów duchowych tez w tym kraju: „To jest piękny czas teraz, zamkniemy się w domach, tworzymy domowe kościoły, będziemy mieć czas, żeby poznawać się, kochać się nawzajem, wzmacniać się, swoją miłość do Boga, modlić się przed telewizorem internetem ” W telewizorze internecie nie ma sakramentów. Spróbuj przytulić swoją żonę przez internet, swoje dziecko przez telewizor, miłość to jest relacja, miłość to jest ciało w ciało, miłość to jest zjednoczenie ciał, dusz i ducha w nas Jezusa Chrystusa. Nie można kochać przez telewizor i internet. Taka miłość nie ma szans na przetrwanie... Czy rozumiecie, jeśli Kościół umiera i jest tak osłabiony, to jakże wzmacniana jest moc Antychrysta? Słowo Boże mówi wyraźnie, że kiedy zniesiona zostanie Najświętsza Ofiara, nastąpi ohyda spustoszenia, a wtedy pojawi się On. Człowiek grzechu Antychryst. I diaboliczny plan zniewolenia ludzkości, kiedy postawi siebie w miejsce Boga i zostaniemy oszukani, jak mówi katechizm Kościoła Katolickiego, największym oszustwem w historii Kościoła, gdzie wielu wybranych pójdzie za Antychrystem, myśląc, że to Jezus Chrystus. Że to jest Chrześcijaństwo, ale to już nie będzie Chrześcijaństwo.

Patrzę na dzisiejszą sytuację Kościoła, świata, wielu z nas, tak często wchodzimy w kompromis ze złem. Kosztem zaprzeczania prawdzie, dlaczego ?. Bo za dużo możemy stracić. Szczególnie, wtedy kiedy w grę wchodzą olbrzymie pieniądze, często okraszone różnymi szantażami. Wtedy nawet nie chcemy poznać prawdy. Wtedy musielibyśmy wziąć za nie odpowiedzialność. Tak jest najwygodniej. Utrata komfortu, przyjemności życia, skonfrontowanie się z prawdą, przeraża nas. Wolimy jak Piłat mieć święty spokój. Powiedzieć kpiąco, znudzonym głosem. A cóż to jest prawda ? I odwrócić się na pięcie i odejść. Wiecie, że Piłat tak zrobił ? Nawet nie poczekał na odpowiedź. Wielu z nas dzisiaj tak mówi. Nie chcemy prawdy, boimy się prawdy. Prawda może nas wyrwać z naszego komfortu życiowego. Stanąć po stronie tych, którzy mają władzę pieniądze, kreują wokół siebie rzeczywistość globalną, i nie chcieć nawet wysłuchać tych, którzy ryzykują utrata wszystkiego. By głosić prawdę. Narażając się często, kreatorom „Nowego Porządku Świata”, tylko że konsekwencja takiego postępowania jest zdrada Jezusa, zdrada Ewangelii.

Skazanie Jezusa na Śmierć, skazanie Kościoła na śmierć. A przecież tak jak Jezus mamy oddać życie za kościół. Jezus oddał życie za Kościół, za Swoja oblubienicę, za każdego z nas. Tak, bał się. Przeżywaliśmy wraz z Nim godzinę Ogrójca, bał się tak, że wystąpił krwawy pot, który zalewał jego ciało. Ekstremalny strach. Wiecie, co to jest odwaga ? To jest przemodlony lęk. Chcesz być odważny, zacznij się modlić.

Fragmenty kazania O. Dominika Chmielewskiego SDB


Wielka i górująca nad okolicą bazylika to dla jednych cel pielgrzymek i miejsce kultu, a dla innych pomnik pychy i kolejne Bizancjum. Dla jednych to magiczne miejsce, dla krytyków „katolickie Las Vegas". Byłem tu pierwszy raz. Zaskoczył mnie raczej tłum, jaki tu zastałem, niż skala i wygląd sanktuarium. Ludzie, którzy zjechali tu z całej Polski, wydawali się prości, dosłowni, szczerzy. Powiedziałby ktoś, że są bez klasy świata otrzaskanego i znudzonego już ogromnym dorobkiem kultury chrześcijańskiej. Można by powiedzieć, że nie zdążyli dorosnąć do tej wysokiej kultury, przetrąceni wcześniej bylejakością współczesności, zdominowanej przez antykulturę. Paradoksalnie, wydawałoby się, że doskonale wpasowali się w ten postmodernistyczny styl miejsca krytykowanego za eklektyzm i brak smaku. Tu muszę jednak zawieźć szyderców, nic z tych rzeczy ! Ten tłum, a właściwie nasz naród potraktował świątynię godnie i rzeczowo. Jak kiedyś pierwsi chrześcijanie dawne łaźnie rzymskie lub rewolucjoniści francuscy wersalską salę do gry w piłkę. Dla zebranych otoczenie było nieistotne, całym sercem słuchali Tego, który tu był i do nich przemawiał. Tego, który ich tu zawołał. Właśnie, słyszeli To, co ponadzmysłowe, a to, co materialne nie miało już dla nich znaczenia. Byli głodni, uniżeni, pokrzywdzeni, pokorni. Przyszli przepraszać i prosić o przebaczenie Nie widziałem wśród nich prawie zupełnie: sytych, modnych, zadbanych skorych do ocen, zdystansowanych. Nawet takich grzecznych, wykarmionych katolików o szerokich aspiracjach, z pretensjami. Ci tu byli na kolanach przed Najświętszą Maryją i Jezusem. Ich zmęczone twarze wyrażały świąteczny zapał. Mieli skromne ubrania,  konwencjonalne w swym odświętnym charakterze. Można było dostrzec też ubiory naznaczone popkulturowy stylem, T-shirty z prostymi symbolami, hasłami. Te hasła, przekaz tam zawarty był wyrazem serc, w przeciwieństwie do postmodernistycznych pierwowzorów, odwoływały się do Boga. Wyrafinowaniu przeciwstawiają dosłowność, przewrotności-szczerość, szyderstwu -patos. Bezideowości, Boga..

I na koniec. Dostrzegłem wśród nich tez innych, wymykających się prostym porównaniom.
Na przykład „Młody Marlon Brando”, stał niedaleko mnie. Taki typ Grechuty zaczytanego w poezji. Stał w tłumie, spokojny, skupiony, nieco z tyłu, na uboczu. Brando to postać kontrkulturowa, prekursor buntu, luzu, ekspresji czerpiącej z naturalizmu, brawurowego stylu opartego na systemie Konstantina Stanisławskiego. Ten nasz współczesny, jakże różny. Szlachetne rysy twarzy, orli nos jak u gwiazdora amerykańskiego, lecz zamiast bawełnianego T-shirtu dobrze skrojona marynarka, przysłaniająca wąski kołnierzyk koszuli. Szaro Błękitna, swym zimnym tonem dyskretnie podkreślała poważny, wydatny, ciepły podbródek. Spokojny, skupiony, bez cienia szyderstwa, pokorny i odważny właśnie.

Polecamy ...

Z głową w chmurach

Był ubrany w swe wojskowe angielskie ubranie, zapięte agrafką pod szyją, ułożony starannie, uczesany, nawet kanty spodni były wyrównane. ...